Sezon 1 (1993/1994)

STATYSTYKA

Na pierwszy sezon działalności Szkółki zgłosiła się wystarczająca ilość dzieci, aby można było bez przeszkód realizować zaplanowane cele. 56% stanowili chłopcy resztę dziewczęta. W przewadze były dzieci młodsze (prawie 80% to klasy od 1 do 4-tej) nie licząc Hanki, małej przyszłej narciarki. W miarę upływu czasu ilość dzieci topniała, albo po pierwszych wycieczkach górskich (za duży wysiłek dla niektórych mieszczuchów), lub pierwszych wyjazdach narciarskich gdzie pokonanie bariery lęku i 'dużych stóp' był dla niektórych nie do wykonania.

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

Trzon kadry stanowią rodziny założycieli Szkółki jeżdżący na nartach, w których jest 2-ch Instruktorów PZN, 2-ch Pomocników Instruktorów PZN oraz osoby z uprawnieniami wychowawców kolonijnych i organizatorów turystyki. Do współpracy zgodził się nasz wychowanek Paweł - Pomocnik Instruktora PZN, a po pierwszym wyjeździe narciarskim do kadry dołączył były zawodnik AKN Telemark przy ŚLAM - Maciek.

WYDARZENIA

Pierwszą wycieczkę kondycyjną zaplanowaliśmy na Stożek. Dzieci weszły (dość dzielnie) od strony Łabajowa i po odpoczynku w schronisku zeszliśmy przez Soszów do Wisły - Jawornik, gdzie czekał na nas autokar.

Druga wycieczka była z Żabnicy - Skałki polanami na skróty do schroniska na Halę Boraczą i z powrotem do Żabnicy.

Pierwszy wyjazd na narty wisiał na włosku - brak śniegu. Po rozeznaniach telefonicznych wybraliśmy Biały Krzyż - strzał w dziesiątkę. Śniegu wprawdzie było niewiele, ale na przyprószonych łąkach można było poszusować. Dla grupy uruchomiono nawet wyciąg (co znaczy szmal). Tu stawiali pierwsze kroki na nartach Marek Dąbrowski, Ola Misiołek, Dagmara Lipka, Adam Szwaczka, Szymon Liebert, Adam Gabryś i inni.

Postępy dzieci robiły dość szybko, lecz nie wszystkie. Opornym był Szymon, który zaparł się w sobie i przez prawie cały dzień nie wykonał żadnego polecenia instruktora, żadnego ruchu - stał jak słup soli.

Na wycieczki jeździliśmy autokarami wynajmowanymi z różnych firm (KWK Makoszowy, Tyman) cały czas poszukując przewoźnika, który zapewni nam bezpieczny przejazd w miarę pojemnym no i oczywiście ciepłym autokarem. Po pierwszych wyjazdach grudniowych i styczniowych doświadczyliśmy braki w personelu instruktorskim. Zawsze na jakimś wyjeździe było jedno lub dwoje dzieci wymagających odrębnego instruktora - tzw zerówki. Do współpracy pozyskaliśmy następnego naszego wychowanka Wojtka (Pomocnik Instruktora). Już w grudniu poprzez krakowską firmę Delta Travel załatwialiśmy zimowisko w Vyšná Boca (Wyżnej Bocznej - jak mówi Łukasz) w Niskich Tatrach na Słowacji.

Miejscowość położona na wysokości prawie 900 m.n.p.m. poniżej drogi łączącej Liptowski Hradek z Brezno. Mieszkaliśmy w hotelu BANIK w przyzwoitych pokojach z w miarę dobrymi urządzeniami sanitarnymi (ubikacje, umywalki, prysznice wspólne). Na miejscu stołówka, świetlica, a obok budynku wygodna do pracy narciarnia. Po około 10 minutach marszu dochodziło się do góry z trzema wyciągami - dwa talerzyki (małe) i jeden orczyk. Drogę tę dzieci pokonywały niosąc swój sprzęt lub dodatkowo sprzęt młodszego kolegi (koleżanki). Niektóre dzieci - jak Dagmara - dochodziły na miejsce mocno zmęczone, kopiąc i ciągnąc narty po śniegu. Do jazdy mieliśmy dwie trasy dość trudne, a na górze piękna polana z łatwym stokiem i małym, wygodnym dla dzieciaków talerzykiem. Dwa wyciągi były w gestii miłego starszego małżeństwa - Babci i Dziadka.

Z polany szczytowej przy ładnej pogodzie rozpościerał się piękny widok na dolinę zamkniętą w oddali panoramą Tatr. Każdy dzień narciarski wyglądał podobnie. Po śniadaniu następowały przygotowania do wyjścia na narty, a potem wędrówka ze sprzętem w stronę wyciągów.. Po zajęciach w grupach narciarskich zjazd na nartach pod same drzwi narciarni, potem obiad, a po odpoczynku wyjście na spacer lub "pupozjazdy". Piękne dolinki urozmaicały każde popołudniowe wyjście z którego czasami powrót następował już o zmroku. Po kolacji "zebranie" w świetlicy. Bez zebrania dzień nie byłby wypełniony. Na tym zebraniu po przemowach czy to Ciotki Eli, czy Wujka Jasia lub Andrzeja następowały występy. Dzieci pokojami przygotowywały różne konkursy i zabawy.

Na tym zimowisku "sprawdził się" Szymon, którego bardzo nie chcieliśmy wziąć na nie, a nawet proponowaliśmy rodzicom skreślenie ze Szkółki. Nie zawsze pierwsze kroki na nartach są decydujące.

Zimowisko kończyliśmy rozdaniem dyplomów oraz pucharów dla zdobywców pierwszych miejsc w zawodach narciarskich. W kategorii dziewcząt młodszych zdobyła puchar Anna Gromnicka, a w kategorii dziewcząt starszych Maja Macyszyn. Natomiast w kategorii chłopców młodszych Jan Wróblewski, a starszych Bartosz Stebel.

Wyjazd był w pełni udany. Pogoda dopisała. Zrobiliśmy kilka wycieczek całodniowych. Byliśmy na Chopoku oraz na Čertovicy z której na nartach wracaliśmy pod same drzwi hotelu. Jazda do domu była wspaniała. Na wąskiej trasie (nartostradzie w lesie) instruktorzy rozstawili się co kilkaset metrów, aby kontrolować szybkość narciarzy krzycząc do nich HAMUJ!!. I nawet Marek Dąbrowski na szeroko rozkraczonych nogach w pozycji płóżnej, ze strachem w oczach zjechał całą trasę. To iż Jasiu wziął samochód okazało się dobrym pomysłem. Dzięki temu samochodowi początkujące na nartach dzieci były dowożone na szczyt góry zaśnieżoną drogą (koła z łańcuchami) i tam szybko zdobyły podstawowe umiejętności jazdy na nartach oraz wyciągiem.

Wiosenne wyjazdy na narty odbywały się już autokarem firmy Transtur z bardzo miłym kierowcą. Zakończenie sezonu 93/94 zrobiliśmy w II LO. Przy kawie i soczkach wraz z rodzicami i dziećmi omawialiśmy miniony sezon narciarski i snuliśmy plany na następny. Dzieci próbowały bawić się w zaimprowizowanej na prędce dyskotece, lecz jakoś niezbyt im to wychodziło.