Sezon 10 (2002/2003)

STATYSTYKA

W dziesiąty (jubileuszowy) sezon Szkółka wkroczyła z wielkim zapałem. Wprawdzie nie wszystkie plany zostały w tym sezonie zrealizowane, ale następny sezon rozpoczyna się w roku 2003 czyli też 10 lat od 1993 więc można je kontynuować. Wykonaliśmy okolicznościowe batony które otrzymał każdy narciarz będący czy to w Szkółce, czy uczestniczył w wyjeździe w Alpy. Na początku następnego sezonu pojawią się ładne żółte koszulki z logo Szkółki.

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

W tym sezonie po raz pierwszy ubrali opaski instruktorskie nasi wychowankowie Maciek i Jan (Brzusio), którzy z pozytywnym skutkiem zaliczyli kurs narciarski w Szczyrku zdobywając tytuł Pomocnika Instruktora PZN. Bardzo się cieszymy - rośnie nam młoda kadra. Również rozpoczął w tym sezonie współpracę z nami Instruktor PZN Bartek mgr WF.

WYDARZENIA

Wycieczkę pieszą rozpoczęliśmy w Istebnej. Stąd szlakiem zielonym poprzez Sałasz Dupne(894), Kiczory(990) na Stożek(978), gdzie odpoczynek i krótki 'popas' w schronisku, a potem nartostradą do dolnej stacji wyciągu i dalej do Łabajowa, gdzie czekał autokar.

Był to dziesiąty wyjazd w góry o tej porze roku i po raz pierwszy bacznie i z lekkim dreszczykiem emocji śledziliśmy zapowiedzi synoptyków, a one nie napawały optymizmem. Mimo iż dzień był ponury (a nie jak zwykle słoneczny) wycieczkę wszyscy wspominali miło. Tuż przed dolną stacją wyciągu zaczął padać deszcz. Na szczęście szybko przestał i susi lecz zmęczeni (niektóre maluchy końcówkę szlaku pokonywali przy pomocy opiekunów) dotarliśmy do autokaru.

Tradycyjny wyjazd na Stożek w tym sezonie nie doszedł do skutku. W górach nie było jeszcze zimy !! Na szczęście blisko nas powstał całoroczny stok narciarski DSD (Dolomity Sportowa Dolina)i skwapliwie z niego skorzystaliśmy spędzając na stoku kilka godzin. Jazda na macie nie należy może do najprzyjemniejszej, ale gdy w górach nie ma zimy to dobre i to. Nie były to może szusy na miarę Stożkowego 'esa', ale na początek sezonu (gdy w górach nie ma śniegu) dobre i to. Postanowiliśmy, że do następnego wyjazdu w góry (14.XII) nauczymy je jeździć na nartach. I plan został w pełni zrealizowany. Późnym popołudniem ładowaliśmy dzieciaki do samochodów i do 20 ćwiczyliśmy na stoku.

Dzięki nowoczesnej technice w mroźne (lecz bezśnieżne) dni i noce 'waliły' armatki śniegiem pokrywając coraz większe połacie stoków, umożliwiając narciarzom rozpoczęcie sezonu. Na pierwszy w tym sezonie wyjazd w góry wybraliśmy się do Cieńkowa. Trasa była wspaniale przygotowana, lecz krótka - ok 1/2 całej trasy wyciągu (za to wyjazd był bardzo drogi). Jeździło się z prawej strony wyciągu po zmrożonym, dobrze ubitym przez ratrak śniegu. Największe przeżycie było oczywiście dla nowicjuszy, którzy do tej pory jeździli talerzykiem, a tu orczyk dwuosobowy i trzeba nie tylko samemu uważać na trasie wyciągu, ale też na współpartnera. Jak się okazało i tu sobie dzieci poradziły bardzo dobrze, bo tylko sporadycznie zdarzały się wypadnięcia z wyciągu.

Pierwszy wyjazd w góry w nowym 2003 roku zmuszeni byliśmy odwołać. W górach brak śniegu. Siedzieliśmy wszyscy w domu oglądając wyczyny Małysza na turnieju 4-ch skoczni i spoglądając za okno czy już pada śnieg. Synoptycy obiecują (kolejny raz), że w góry wreszcie zawita prawdziwa zima.

Ponieważ w dalszym ciągu zima w całej swej okazałości (czytaj ilości śniegu) jeszcze nie zawitała w Beskidy, więc dla narciarzy pozostały tylko stoki sztucznie naśnieżane. A tych niestety nie jest za wiele, a chętnych do uprawiania tego sportu dużo. Wybraliśmy się ponownie do Cieńkowa, ale przyszło nam stać w długich kolejkach do wyciągu. Dzieciaki (duże i małe) spragnione śniegu i wrażeń niecierpliwie stały w kolejkach oczekując na kolejny wjazd wyciągiem. Niestety niektórym najmłodszym nie było dane nigdy dojechać na sam szczyt. Ale należą się duże brawa, bo tylko po kilku godzinach spędzonych w Dolomitach Sportowej Dolinie koło Bytomia w grudniu (gdzie nauczyli się najmłodsi zjeżdżać i wjeżdżać) i długiej przerwie, to naprawdę duży wyczyn zaliczenie ponad 500 m wyciągu orczykowego.

Na tym wyjeździe po raz pierwszy ubrali opaski instruktorskie nasi wychowankowie Maciek i Jan (Brzusio), którzy z pozytywnym skutkiem zaliczyli kurs narciarski w Szczyrku zdobywając tytuł Pomocnika Instruktora PZN. Bardzo się cieszymy - rośnie nam młoda kadra.

Pełni optymizmu co do poprawy warunków narciarskich w górach planowaliśmy różne warianty sobotnich wyjazdów. Dlatego często bywaliśmy na Cieńkowie. Niestety Szczyrk w tym sezonie praktycznie był niedostępny. Kłótnie i spory z właścicielami gruntów umożliwiły otwarcie tylko kilku wyciągów ('Golgota' i 'Juliany'). Zawsze rozważaliśmy wszystkie za i przeciw i często dopiero na szosie przed Mikołowem zapadała decyzja - Cieńków. Tym razem był to strzał w dziesiątkę. Warunki narciarskie dobre, wręcz jak na brak śniegu w górach to można powiedzieć, że bardzo dobre. Dopisała pogoda. Słoneczko było lekko za chmurkami, niewielki mrozik i brak wiatru uczyniły cały dzień wspaniałym dniem narciarskim. A do tego brak ludzi na stoku - były momenty, że podjeżdżaliśmy prosto pod kasowniki. Dzieci 'odbiły' sobie zeszłotygodniowy wyjazd zjeżdżając z gór nawet ponad dziesięć razy. Dziś już wszystkie dzieci mogły podziwiać piękną panoramę Beskidów rozciągającą się z górnej stacji wyciągu, ponieważ każdy z nich dojeżdżał do górnej stacji. A góry przyprószone były śniegiem, który ładnie skrzył się w promieniach słońca.

Po dziewięciu zimowiskach za granicami kraju w tym sezonie wyjechaliśmy do do domu wczasowego FWP "Leśny Dwór"

Kliknij aby ściągnąć panoramę Karpacza  z Kopy (488KB)

Jechaliśmy pełni optymizmu i nadziei na wielkie wyczyny narciarske spoglądając na mapę kompleksu narciarskiego 'Kopa'. Niestety mała ilość śniegu umożliwiła tylko raz wjazd na szczyt góry (kliknij na panoramę powyżej), a nieczynne dwa wyciągi orczykowe w okolicach Złotówki dały nam do dyspozycji tylko jeden stok tzw. 'Euro'. Bo inne wyciągi w samym Karpaczu to ..... górki dla początkujących narciarzy.

Głównie jeździliśmy na Kopie pod którą dowoziły nas specjalnie do tego celu przygotowane taksówki. Najczęściej startowaliśmy w dwóch grupach - jedna zwana sportową, która od 8 do 10 trenowała na tyczkach, a druga (czyli większość) wychodziła trochę później. Byliśmy trzy razy w Czechach - "Rokytnice nad Jizerou".

Prawie codziennie po wyśmienitym śniadaniu, upchani jak śledzie w taksówkach po 4-ech minutach jazdy serpentynami wysiadaliśmy u bram Parku Karkonoskiego i aby dotrzeć pod dolną stację kolejki należało wykupić bilet wstępu do niego (na pytanie kolegi czy nie można by tego połączyc z ceną biletu na wyciągi pada odpowieź - gdyby można było to by było). Jeździliśmy również na 'Liczyrzepie' - orczyku na niewielkim stoku opodal Świątyni Wang.

Po wspaniałym obiedzie najczęściej były już zajęcia pozanarciarskie, czyli lodowisko do którego mieliśmy niedaleko, lub spacery po Karpaczu i zwiedzanie. Na lodowisku pod naszym okiem dzieci uczyły się jazdy do tyłu i przodu, przekładanką, lub robiły piruety. Kilkukrotnie też byliśmy na nocnych jazdach na stoku Liczyrzepa.

Na pierwszym wyjazd do Czech nie pojechały wszystkie dzieci. Musieli jeszcze podszlifować swoje umiejętności na słabszych stokach gdzie ćwiczyli pod bacznym okiem Eli i "Brzusia". W Czechach jeździliśmy (cztery godziny) na świetnie przygotowanym SKI AREAL Horni domki w Rokytnice nad Jizerou. Pogoda nie najlepsza, mgła, śnieg, wiatr - czyli zima. Ale trasy, ich ilość i różnorodność oraz możliwość odpoczynku i zagrzania się dały nam wiele radości i satysfakcji, a po powrocie do Karpacza z wypiekami na twarzy dzieci opowiadały swoje przeżycia.

Gdy byliśmy po raz drugi na Łysej Górze (Czechy) pogoda była trochę lepsza. Mgła spowijała tylko szczytowe partie nartostrad, wiatr był wyraźnie słabszy i śnieg już tak mocno nie sypał. Dużym przeżyciem był dla dzieci, które na zimowisku zaczynały jeździć na nartach, wjazd wyciągiem krzesełkowym (dł. ponad 2197 m), a potem zjazd trasą narciarską. Wrażenie potęgowała słaba widoczność, mgła i padający śnieg. Ale wszyscy dotarli do restauracji gdzie po spożyciu posiłku i odpoczynku ruszyli w dalszą przygodę, pokonując jeszcze kilkukrotnie górę tym razem wjeżdżając talerzykiem.

Będąc trzeci raz w Czechach też nie było ładnej pogody. Po prostu zima. Droga dojazdowa była trudna, bo po całonocnych opadach na jezdni leżało kilka centymetrów śniegu, ale komunikat radiowy informował, że droga przez granicę w Jakuszycach jest przejezdna. W górach leżało już ponad 1m śniegu wiał dość silny wiatr i znowu szczyty gór były w chmurach. Wszyscy pokonali wielokrotnie różne trasy narciarskie. Od czarnej, poprzez czerwoną do niebieskiej. Największą popularnością cieszyły się krzesełka, które w początkowej fazie przejeżdżały tuż nad kominem domku. Dzieci już od pobytu na tym obozie zimowym nie wierzą iż Św.Mikołaj przyjeżdża na saniach ciągniętych przez renifery tylko siada na krzesełka i z nich prosto skacze do komina z workiem pełnym prezentów. Na tym wyjeździe można było zaobserwować jakie postępy poczyniły dzieci przez te prawie dwa tygodnie pobytu w górach. Zawsze najwidoczniejsze są one u narciarzy początkujących, lub o słabych (jak do tej pory) umiejętnościach.

Jeżdżąc na Kopę (czytaj wyciąg 'Euro') wszyscy obozowicze pilnie trenowali na slalomie przygotowując się do tradycyjnych zawodów o Puchar Zimowiska. Był to cykl slalomów których łączna nota określała zdobyte miejsce. Były dwa giganty i dwa slalomy. Po zliczeniu punktów miejsca w poszczególnych grupach pokazuje tabelka.

M Dziewczęta

młodsze

Chłopcy

młodsi

Dziewczęta

starsze

Chłopcy

starsi

1 Głowacka Magda Misiołek Maciej Głowacka Hanna Matlengiewicz Mateusz
2 Tomasik Aleksandra Jacimirski Jerzy
Romanowski Jacek
Piwowar Marta Skałba Władysław
3 Gajewska Paulina   Tomasik Magdalena Poloczek Jakub

Na narty (Kopę i Liczyrzepę) zawoziły nas mikrobusy-taksówki, w których narty umieszczaliśmy z tyłu w specjalnych koszach lub bagażnikach, a sami lekko upchani siadaliśmy do środka. Po większych opadach śniegu z Kopy wracaliśmy do domu ścieżką poprzez las podjeżdżając pod same drzwi Leśnego Dworu. Ten zjazd bardzo podobał się wszystkim i z przejęciem opowiadali sobie wieczorem jak to iskry sypały się spod nart (trzeba było uważać bo czasami wystawały kamienie z pod śniegu).

Pogoda w trakcie tych dwóch tygodni pobytu była iście zimowa. Pod względem śniegowym był to obóz, który można porównać do pierwszej Wyżnej Boczy na Słowacji. Wszystkie wyjazdy narciarskie były w dobrych lub wręcz bardzo dobrych warunkach śniegowych, tylko brakowało nam dni słonecznych. Większość dni była pochmurna, śnieżna, a bywały też i dni wietrzne. Raz, a był to drugi wyjazd na Kopę zmoczył nas deszcz.

Niestety dzieciom nie było dane wyjechać na sam szczyt Kopy, gdyż małe ilości śniegu w górnych partiach Karkonoszy nie zezwoliły na uruchomienie talerzyka który wjeżdżał na szczyt. A na pojedyncze krzesła baliśmy się je posadzić. Szkoda. Bo to góry o specyficznym uroku i klimacie. W żadnych górach nie można zobaczyć tak pięknie wymalowanych na kosówce i sterczących tu i ówdzie choinach różnych kształtów śnieżnych uformowanych przez wiatry i mgły. Szadź jest tu niepowtarzalna.

Tradycyjnie każdego wieczoru (po kolacji) odbywało się 'zebranie' na którym Ciotka Ela 'szkrobała uszy', omawialiśmy miniony dzień i zapowiadaliśmy plan na następny. Były również występy, skecze przygotowywane przez dzieci zamieszkujące poszczególne pokoje. Odbył się też konkurs czystości, który zorganizowały najstarsze dziewczęta.

Dziś z perspektywy czasu widzimy, iż obóz był jednym z lepszych. Sportowcy mieli tyczki, zjazdowcy dość dużo nart. Jedyny mankament to czasami wczesne wstawanie na narty, do czego zmuszała nas taka, a nie inna organizacja kompleksu narciarskiego pod nazwą Śnieżka. Kompleks to może za mocne słowo, ale patrząc na mapę można odnieść takie wrażenia. Niestety rzeczywistość okazała się inna. Było też lubiane przez dzieci ślizganie się na łyżwach

Pierwszy wyjazd po zimowisku był na Nową Osadę gdzie stok tej zimy jest sztucznie dośnieżany, a więc dłużej na nim będzie można jeździć. Było sporo ludzi więc grupy wyjechały wyciągiem ok.6-7 razy. A pogoda niestety pochmurna z niewielkim mrozem mimo iż przez cały tydzień była piękna zimowa pogoda - słońce i mróz.

Następny wyjazd to pierwszy w tym sezonie narciarskim Stożek. Wreszcie wymarzona pogoda. Niewielki mróz, słońce i brak wiatru. Jak zwykle pod wyciąg sprzęt zajechał koniem, a reszta na piechotkę - świetna rozgrzewka. Ludzi było bardzo dużo, ale pojeździliśmy troszkę. Wszystkie trasy były czynne, warunki narciarskie świetne. Najmłodszym najbardziej podobał się zjazd nartostradą.

Kolejny wyjazd to Nowa Osada gdzie wielokrotnie pokonaliśmy górkę bo tym razem było o wiele mniej narciarzy na stoku. Pogoda niestety nie tak wspaniała jak tydzień temu, ale od czasu do czasu przez chmurki prześwitywało słoneczko, a i były momenty że z nieba padały krupki śniegu. Zawzięcie trenowała najmłodsza grupka narciarzy prowadzona przez dwóch Maćków. Bardzo podobały im się skoki jakie wykonywali na zasypanej śniegiem drewnianej platformie.

W tym sezonie Puchar Zabrza był rozgrywany w Dolomitach Sportowej Dolinie (DSD) ostatnio bardzo popularnym na śląsku miejscu spotkań narciarzy.

Dzień był słoneczny, bezwietrzny i ciepły. Na starcie stanęła rekordowa liczba uczestników - 230. Zawody zaczęły o 1030 najmłodsze dzieci, a ostatni zawodnicy zameldowali się na mecie około godziny 1340. I ci ostatni mieli już bardzo miękką trasę (dość wysoka temperatura i słońce), z wyżłobionymi bandami. O 1400 nastąpiło oficjalne wręczenie Pucharu Zabrza zwycięzcom przez Prezydenta miasta Zabrza. Zawody były świetną zabawą dla ścigających się narciarzy, a wspaniała pogoda która towarzyszyła nam cały dzień dodawała tym zmaganiom uroku. Wielu rodziców przyjechało do DSD, aby podziwiać i dopingować swoje pociechy. Teraz szykujemy się do następnych startów w zawodach. W sobotę (15.III) spotykamy się na stoku ze Szkołą Narciarską SLALOM by rywalizować w zawodach sportowych.

W górach piękna zima. Dużo świeżego marcowego śniegu. A my odrabiając styczniowy wyjazd pojechaliśmy na dwa dni nocując w Wiśle w DW Rymer.

W sobotę zawitaliśmy na Stożek, gdzie odbyły się pierwsze zawody narciarskie ZABRZE CUP 2003 i do rywalizacji stanęły dzieci, oraz zaprzyjaźnieni narciarze dwóch Zabrzańskich Szkółek. SLALOM i GIGANT.Na starcie stanęło ponad 150 zawodników. A wyniki jakie uzyskali można zobaczyć poniżej.

Po zawodach jeszcze kilka razy pokonaliśmy górkę, by następnie uczestniczyć w ogłoszeniu wyników i rozdaniu pucharów i dyplomów. Dzięki sponsorom (UNIKOL, AGD MARKET, CARENT) najszybsi (zawodniczki i zawodnicy) otrzymali cenne nagrody rzeczowe.

Następnego dnia, po obfitym śniadaniu pojechaliśmy na Cieńków. Dzień był ładniejszy od poprzedniego, momentami wychodziło słońce. Rano trasy były zmrożone przez to szybkie i sprawiały trudność niejednemu młodemu narciarzowi. Ale im bliżej południa tym temperatura rosła, a prześwitujące słońce jeszcze bardziej roztapiało śnieg. Wszystkim się jeździło wyśmienicie i tylko żałowaliśmy, że dzień jeszcze nie za długi, a i do domu trzeba wracać.

Na ostatni szkółkowy wyjazd w Beskidy w tym sezonie pojechaliśmy znowu na Cieńków. To coś niebywałego, aby 22 marca mieć jedne z najlepszych warunków narciarskich tej zimy. Pod nogami świetnie przygotowane trasy narciarskie, nad głowami lazur nieba i cały dzień ujemna temperatura, oraz brak ludzi na wyciągu. Wielokrotnie pokonaliśmy górę, oglądnęliśmy na stojącym na dworze telewizorze świetne skoki Małysza i troszkę opaliliśmy buzie. Oczywiście na zakończenie Mac'Donald.

Tak miłym akcentem zakończyliśmy wyjazdy narciarskie w Beskidy.

Kliknij aby ściągnąć panoramę z lodowca Stubai (399KB)

Kolejny (tym razem szósty) wiosenny wyjazd w Alpy był w iście zimowej scenerii. Pogoda nas nie rozpieszczała. Na sześć dni na nartach dwa były słoneczne (jeden bezwietrzny, drugi z lekkim wiaterkiem), a poza tymi dniami mróz, śnieg i niski pułap chmur, który stwarzał duże trudności w zjazdach. Codziennie rano (gdy wstawaliśmy) włączaliśmy telewizor by oglądać zdjęcia z kamery umieszczonej na lodowcu, aktualną temperaturę i wiatr. Były dni, że o siódmej było -240C lub wiatr w porywach dochodził do 80km/godz. Ale mimo takich warunków pogodowych wszyscy (nawet najmłodsi czteroletni narciarze) punktualnie o 9 meldowali się w autobusie na kolejną przygodę narciarską. Śniegu było sporo, tak że kilka razy zjeżdżaliśmy do samego autobusu trasą "Wilde Grub'n", którą na mapach opisuje się iż ma 10 km, a na jej starcie jest informacja o 4,5 km długości trasy. Po godz.16 - tej trasą "waliły" tłumy - jak na Marszałkowskiej i była dość zmuldzona, ale rano była wyśmienicie przygotowana i niezbyt uczęszczana. W związku z częstymi opadami śniegu trasy nie były przygotowane idealnie lecz można było zawsze znaleść coś dla siebie.

Tradycyjnie po obiadokolacji spotykaliśmy się w 'świetlicy' grając w scrable lub śpiewając przy akompaniamencie gitary, (tu można posłuchać piosenek śpiewanych w kwietniu 2000 roku) która pięknie brzmi w rękach Janusza.

Kliknij aby ściągnąć panoramę z lodowca Stubai (482KB)

I tak zakończyliśmy 10 jubileuszowy sezon Szkółki Narciarskiej GIGANT