Sezon 12 (2004/2005)

STATYSTYKA

To dwunasty sezon Szkółki. Od kilku sezonów zima nie płata większych figli. A dzięki sztucznemu naśnieżaniu można powiedzieć, że jest wszechobecna na górskich stokach. Natomiast bliskość DSD (Dolomity Sportowa Dolina) umożliwia nam szkolenie nowych narciarzy bez organizowania dodatkowego obozu w grudniu.

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

Wielkich zmian nie było. Podstawowa kadra instruktorska nie zmienia się. Już niedługo doczekamy się nowej instruktorskiej młodzieży. W trakcie sezonu Hania, Aga i Mateusz zdobyli kwalifikacje, dające im możliwość zrobienia kursu Pomocnika Instruktora.

WYDARZENIA

Pierwszą wycieczkę w góry (oczywiście kondycyjną) zaplanowaliśmy na Skrzyczne i poprzez Przełęcz Salmopolską do Szczyrku-Solisko. Pogoda była wspaniała. Po wjeździe krzesełkami rozpościerał się piekny widok. Od lewej w dole widzieliśmy 'morze' Żywieckie potem pięknie widać było Babią, a w Bramie Morawskiej rozpościerały się Tatry, natomiast Pilsko i reszta gór była spowita kłębami białych chmur. Widok wspaniały (czego ta przyroda nie wymyśli). Po krótkom pobycie w schronisku ruszyliśmy w stronę Przełęczy Salmopolskiej.

 

Na przełęczy Salmopolskiej zatrzymaliśmy się, aby dać odpocząć zmęczonym nogom i wlać w spragnione gardła trochę płynów. Nie zapomnieliśmy też o brzuchach. Ostatnia część drogi to zejście żółtym szlakiem do Soliska, gdzie czekał na nas autobus.

Byli z nami dwaj rowerzyści, Łukasz i Mateusz (instruktorzy) którzy wykorzystali piękną pogodę i z nami wybrali się po raz ostatni tego lata (jesieni) na wyprawę rowerową. My wjechaliśmy na Skrzyczne krzesełkami, a oni wjechali rowerami poprzez Salmopol i Małe Skrzyczne.

Pierwszy wyjazd narciarski odbył się do DSD. Było mokro, (w drugiej godzinie naszej jazdy na nartach padało), a po drugie zostaliśmy mile zaskoczeni. Jeździliśmy po śniegu wprawdzie nie po całym stoku (zjazd od góry był na igielicie), ale większość stoku była pokryta białym, sztucznym śniegiem. W Beskidach wyciągi (nieliczne) uruchomione zostały dopiero w niedzielę.

Planowany kolejny wyjazd narciarski odwołaliśmy i dopiero 18.XII mogliśmy pojechać w góry. Mróz, który przez cały tydzień trzymał w górach pozwolił na uruchomienie kilku wyciągów w Beskidach. My wybraliśmy Szczyrk. Działające cztery wyciągi w ośrodku Solisko i nieźle przygotowane stoki (Golgota nawet super!) pozwoliły dzieciom najeździć się do woli (niektórym dokładnie do wyczerpania zapasów w portfelu). Niestety następny wyjazd narciarski znowu był do DSD. Prawie cały stok został naśnieżony.

Minęły Święta i sylwester, a w górach nie przybyło wiele śniegu. Początek tegorocznej zimy dla narciarzy nie jest łaskawy. Pierwszy wyjazd w nowym roku odbył się ponownie do Szczyrku. W okolicach Soliska gdzie jeździliśmy, dobre, a czasami wręcz bardzo dobre warunki narciarskie. Jedne grupy pierwsze swoje jazdy skierowały w stronę Golgoty, inne w stronę Małego Skrzycznego. I tu i tam do południa były wyśmienite warunki, trasy twarde, dobrze przygotowane i śniegu pod dostatkiem (tylko wjazd wyciągiem dla maluchów był dość kłopotliwy). Od południa, jak słońce zaczęło mocniej przygrzewać śnieg zrobił się wiosenny, ale nawet na bardziej stromych ściankach można było zjechać bez ryski na narcie. Cały dzień był słoneczny z pięknymi widokami tylko czasami dokuczał silny wiatr - niestety ciepły wiatr.

Na zimowy obóz tym razem wybraliśmy się do miejscowości położonej niedaleko Czarnej Góry o nazwie Bolesławów leżącej w pięknej okolicy masywu Śnieżnika (1426 mnpm).

Obóz zajmował jeden budynek i mieszkaliśmy w pokojach 4,3 i 2 osobowych. Wszystkie pokoje ładnie urządzone i wszędzie pełno pięknych zdjęć robionych przez właściciela obiektu. Do stołówki musieliśmy przemierzać codziennie dwadzieścia parę kroków (była w sąsiednim budynku). Tu też była sala balowa (mieliśmy w niej dyskoteki) z wyśmienitą aparaturą dyskotekową (wzmacniacze, światła, lasery) oraz mała i duża jadalnia. My na dużej mieściliśmy się wszyscy.

Rozkład dnia był następujący: pobudka 7:30 śniadanie 8:00, a o 9:00 przyjedżdżał autobus który nas zawioził na Czarną Górę. Na tej górze byliśmy dziesięć razy. A raz wybraliśmy się na stok obok domu (ośrodek narciarski Kamienica) na nocne jazdy. Trasy na Czrnej Górze wspaniałe. Od łatwych do bardzo trudnych. Wszystkie trasy dobrze przygotowane. Jazda bez żadnego stania w kolejkach. Na niektórych trasach byliśmy tylko my - Giganci.

Nasz kolega Andrzej, 'trener', (doktor od serc) codziennie stawiał slalomy na stoczku obok talerzyka, gdzie zawzięcie trenowaliśmy wymuszone skręty. Mirek kręcił kamerą co się dało, a Łukasz robił zdjęcia.

W sobotę zwiedziliśmy Jaskinię Niedźwiedzią, która pozostawiła niezapomniane wrażenia. Natomiast wieczór spędziliśmy na oświetlonym stoku w Kamienicy. Niedziela to dzień bez nart. Dłuższe spanie, odpoczynek, zabawy na dworze w zaspach śniegu, kościół, a wieczorem dyskoteka. Starsi i młodsi bawili się świetnie. Aparatura najwyższej klasy obsługiwana perfekcyjnie przez wujka Jasia. Migające kolorowe światełka, lasery, to wszystko sprawiało iż trudno było zakończyć zabawę.

W czasie pobytu na nartach pogoda niestety w tym roku nam nie sprzyjała. Bardzo często padał gęsty śnieg i wiał wiatr. Ale dzięki temu w drugim tygodniu naszego pobytu zostały uruchomione wszystkie wyciągi, a warunki pod nartami były momentami alpejskie. Tradycyjnie odbył się cykl zawodów o Puchar Obozu. Najzimniej było w dniu kolejnych zawodów (-10o i wiatr), dzieci po przejechaniu slalomu chroniły się od razu w namiocie (który też nie był za ciepły).

Porównując ten obóz do zeszłorocznego można powiedzieć że, góra o niebo lepsza niż w Wierchomli. Zakwaterowanie może o niższym standardzie, lecz pokoiki były przestronniejsze, a dojście do posiłków o wiele wygodniejsze. Jedzenie wyśmienite. Świetlica na zebrania i dyskoteki wspaniała. A to że codziennie jeździliśmy autobusem to może i lepiej dla leniwych dzieciaków. One w butach narciarskich przechodziły tylko kilkanaście metrów popłaskim. Gdzie w Wierchomli pokonywali ich kilkaset i to z górki i pod górkę.

Na zakończenie obozu odbyło się wręczenie nagród za konkurs czystości, wyróżnieni zostali najmłodsi narciarze oraz narciarze którzy w tym sezonie zaczęli jazdę na nartach. Po uroczystości wręczenia pucharów w poszczególnych kategoriach i grupach wiekowych odbyła się huczna dyskoteka.

Rozpiętość wieku na obozie była ogromna. Najmłodszym uczestnikiem był Piotruś (3,5 miesiąca), a najmłodszym narciarzem Szymon który w trakcie obozu skończył 7 lat. Byli też licaliści. Wszyscy (jak zwykle) obiecywaliśmy sobie spotkanie za rok. Kto wie może ośrodek 'Twój Sukces' był naszym wspólnym sukcesem. Sukcesem organizacyjnym i narciarskim.

Pierwszy wyjazd w Beskidy po obozie zimowym zrobiliśmy na Cieńków. Ponieważ trwały dalej ferie, a pogoda ładna i dużo śniegu w górach to i narciarzy było też sporo. Stojąc w kolejce do wyciągu wspominaliśmy Czarną Górę gdzie podjeżdżało się prosto do kasownika, a potem już tylko w górę. To stanie rekompensowała w 100% pogoda.

Szkółka po raz pierwszy zdecydowała się na odwiedzenie Brennej. Pojechaliśmy na 'Węgierski'. Pogoda iście zimowa. Cały dzień padał śnieg, a czasami nawet sypało bardzo gęsto. Mimo iż na stoku były trzy szkółki, każda z grup dokonała ponad 12 wjazdów wyciągami. Trasa przy orczyku ładna, szeroka, zróżnicowana (średnio trudna). Początek bardziej stromy, potem łagodniej i fragment trasy na jedną nogę lub obierając inny wariant znowu trochę stromo by do wyciągu dojeżdżać spokojniej. Tu wąskie gardło i kolejka. Ale kolejka, która szybko się przesuwała. Nie stało się w niej, tylko cały czas podchodziło, czasami trzeba było poganiać dzieci do sprawnych ruchów. Obok talerzyka łagodna trasa - świetna dla maluchów. Tu też Bartek (niecałe 4 latka) wielokrotnie ją pokonywał.

Ponieważ wszyscy byliśmy zachwyceni stokiem w Brennej, to następny wyjazd też był na stok 'Węgierski'. Pogoda też była lepsza. Dobra widoczność (chmurki przykrywały tylko szczyty wyższych gór), niewielki mróz, brak wiatru i opadów. Ponieważ była mniejsza liczba narciarzy więc nasze dzieci więcej (średnio 15 razy) wykonały zjazdów na dostępnych trzech wyciągach. Skorzystaliśmy również z uprzejmości Chorzowskiej Szkółki, która ustawiła krótkie tyczki treningowe i niektóre grupy ćwiczyły wymuszone skręty.

Kolejny wyjazd narciarski to też Brenna (tak nam się tam spodobało) i też pojeździliśmy dość sporo mimo iż było więcej narciarzy niż za pierwszym razem. Pogoda dalej zimowa. Cały dzień sypało drobnym śniegiem. Góry pięknie wyglądają w tej białej szacie. Ponieważ za tydzień Puchar Zabrza trenowaliśmy zawzięcie skręty slalomowe, a i skoki lubiane przez dzieci. Niektóre maluchy pierwszy raz zjeżdżały z górki wymuszonym skrętem z różnym skutkiem (raz lepiej raz gorzej).

Kolejny wyjazd to DSD, gdzie braliśmy udział w 10-tych jubileuszowych zawodach o Puchar Prezydenta miasta Zabrza i Nowin Zabrzańskich. Po oficjalnym otwarciu zawodów przez V-ce Prezydenta Andrzeja Górę na starcie stanęły najmłodsze dzieci. Wśród nich był Bartek Milka - wnuczek Cioci Eli. Po małych perypetiach z fotokomórką na początku zawodów potem już zawody przebiegały sprawnie. Kibicowaliśmy głośno wszystkim zawodnikom (szczególnie maluchom). A dzięki grzechotkom i trąbom było nas dobrze słychać w całym DSD. Na podium znalazło się sporo zawodników z naszej Szkółki. Wśród mężczyzn całe zawody wygrał i zdobył puchar Prezydenta miasta Zabrza Maciek Głowacki. Wielkie brawa!!

Już prawie połowa marca a zima dalej mocno trzyma. Wybraliśmy się do Szczyrku. Potężne bandy śnieżne wzdłuż drogi i duży ruch narciarzy. Pogoda nie najgorsza, czasami mocniej wiało, a i zdarzały się przebłyski słońca. Temperatura troszkę poniżej zera. A niektóre trasy narciarskie poniżej oczekiwań (kamienie, trawa). Niektóre grupy przejeździły ponad 50zł (ok. 14x), a niektóre ustawiając się pechowo w kolejce, która łączyła się z kolejką komercyjną (ewenement GAT'u !!) odczekała do wyciągu prawie 50 minut. Jazda na różnej trudności trasach w dobrych warunkach narciarskich (niestety nie na wszystkich trasach) i oglądania pięknych, zasypanych czasami 2 metrami warstwami śniegu Beskidzkich widoków, były okrasą przedostatniego wyjazdu narciarskiego w tym sezonie.

Kto by się spodziewał iż 19 marca w górach będzie jeszcze taka zima. My postanowiliśmy ostatni nasz wyjazd Szkółkowy zrobić do Brennej i przeznaczyć na zawody. Brak ludzi. Około południa (po przejechaniu już kilkukrotnym twardej i zmrożonej trasy - oczywiście nie po slalomie) ruszyli na start pierwsi zawodnicy. Pogoda ładna. Lekki mróz cały dzień trzymał, czasami troszkę powiało i od czasu do czasu wychodziło słoneczko. I wtedy było najprzyjemniej. Po zawodach trochę oddechu. Jedni jeździli, inni szaleli na śniegu budując z brył lodowych zamki i robiąc w śniegu fikołki ('starszyzna' liczyła wyniki). O 1445 wszyscy narciarze zebrali się na szczycie by wykonać ostatni wspólny zjazd w tym sezonie. Z góry ruszył długi, składający się z prawie 50 narciarzy wąż, a dojechawszy do dolnej stacji wyciągu pożegnaliśmy góry i sezon narciarski 2004/2005. Jeszcze w kwietniu niektórzy pojadą w Alpy, a potem narty będzie można zakonserwować na lato.

Kolejny raz zawitaliśmy do Fulmpes, by jeździć na świetnych trasach lodowca Stubai. Niestety ładna pogodach w Alpach skończyła się wraz z naszym przyjazdem. Pierwszy dzień narciarski jeździliśmy w gęstej mgle przy dobrych warunkach śniegowych i temperaturze nieznacznie poniżej zera. Poniedziałek już był znacznie lepszy gdyż pojawiały się większe lub mniejsze przebłyski słońca. Od środy ociepliło się, a wychodzące z za chmur słońce poniżej wysokości 2500 topiło śnieg przypominając iż to już wiosna. Ostatni dzień narciarski (piątek) był dniem najładniejszym gdyż słońce świeciło właściwie bez przerwy, ale dawał się we znaki silny wiatr, który rano czasami dochodził do 45km/godz. Na szczęście można było wybrać miejsca do zjeżdżania, które były osłonięte od wiatru.

Na tym wyjeździe była duża grupa młodzieży, dzieci mniejszych i całkiem małych (był trzyletni narciarz). Tworzyło się kilka grupek narciarskich, które wspólnie spędzały czas na nartach wzajemnie się dopingując do lepszej, szybszej, bezpieczniejszej jazdy. Przerwy tradycyjnie spędzaliśmy w Gamsgarten gdzie odpoczywaliśmy, zjadali kanapki lub inne smakołyki.

Tegoroczna zima w Alpach nie była zbyt śnieżna i też na lodowcu było mało śniegu - raptem 2m. Nie mogliśmy zjechać "Wilde Grub'n", która na końcu była czarna. Też trasy narciarskie w pierwszych dniach nie były najlepiej przygotowane (był znaczny świeży opad śniegu), a po ociepleniu niektóre z nich były twarde jak beton. Ale można było zawsze wybrać taką, która najbardziej odpowiadała grupce narciarzy.

W środę na nartach jeździliśmy do 14 by potem udać się na wycieczkę do Innsbruck'a, bardzo ładnego miasta, który z przyjemnością wszyscy zwiedziliśmy. Planujemy w przyszłości połączyć taki wyjazd z podróżą 'tramwajem', który kursuje malowniczą trasą z Fulpmes do Innsbruck'a.

Jak zeszłego roku tak i w tym jeden dzień był dniem 'deskowicza'. Marek poświęcił go całkowicie chętnym dzieciom do nauki jazdy na desce. Jednym szło to lepiej, innym trochę gorzej, ale wszystkie deskowiczki były zadowolone i uśmiechnięte. Zawsze to nowa zabawa na śniegu.

Wieczory staraliśmy się spędzać wspólnie. I tak jak niektóre wyjazdy w Alpy były rozśpiewane inne obfitowały w rozgrywki Scrabl'a, tak te można śmiało nazwać dowcipnymi. Kawały sypały się jak z rękawa i czasami niektórzy 'prelegenci' musieli długo dopominać się o swoją kolejkę.

Po przyjeździe do Zabrza (jeszcze nigdy nie byliśmy tak wcześnie-815) wszyscy żegnając się zgodnie stwierdzili iż wyjazd był bardzo udany.

Wszystkim narciarzom życzymy udanych wakacji letnich i do zobaczenia w następnym sezonie 2005/2006, który będzie trzynastym sezonem narciarskim Szkółki GIGANT.