Sezon 13 (2005/2006)

STATYSTYKA

To trzynasty sezon Szkółki. Przesądni, trochę się go obawiali. Ci którzy nie wierzą w nie, nic nie mówili, ale.... Okazało się, że zima jak chwyciła w grudniu, tak puściła w kwietniu. Takiej zimy nie pamiętali nawet najstarsi górale. Każdy zaplanowany wyjazd narciarski, oraz obóz odbył się w dobrych lub wręcz bardzo dobrych warunkach narciarskich.

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

W tym sezonie w kadrze instruktorskiej zaszły duże zmiany. W trakcie sezonu Hania, Aga i Mateusz uzyskali stopień Pomocnika Instruktora. A Maciek ukończył kurs instruktorski (tym razem kurs był dwu, a nawet trójetapowy).

WYDARZENIA

Ten sezon rozpoczęliśmy od razu od wyjazdu narciarskiego. Pierwsze kroki (szczególnie dla nowicjuszy) dobrze jest stawiać w DSD. Tu sprawdziliśmy przygotowanie sprzętu narciarskiego do nowego sezonu. Zwracając uwagę na ślizgi, krawędzie i prawidłowo ustawione wiązania. A dzieci które zaczynały przygodę z nami zostały poddane 'egzaminowi sprawnościowemu' na nartach. Aura nam sprzyjała od samego początku sezonu, przynosząc przed sobotnim wyjazdem pierwsze tej zimy opady śniegu, a nocne spadki temperatur umożliwiło naśnieżanie 'Góry Wrażeń', co dało nam jazdę w iście zimowych warunkach. Największy wysiłek i najwięcej pracy musieli włożyć początkujący narciarze, dla których wyciąg to jeszcze marzenie.

Najpierw musieli nauczyć się jazdy na wprost, potem w skos stoku, by wreszcie spróbować pierwszych łuków płużnych. Z rozpoczynających dziś przygodę na nartach pięciu maluchów, dwójka już następnym razem będzie mogła zacząć swoje 'zmagania' z wyciągiem. Pierwsze zjazdy, pierwsze w tym sezonie narciarskim skręty odstokowe (cięte) ładnie prezentując się na stoku wykonywali wieloletni już szkółkowicze.

Następne sobotnie (już grudniowe) wyjazdy narciarskie odbyły się do Wisły - Jawornika na stok narciarski Kiczera koło hotelu STOK. To nowość tego sezonu w Wiśle. Oświetlony, dobrze naśnieżany lancami stok o długości ponad 700 metrów i różnicy wzniesień 180m. Trochę przed wyjazdem obawialiśmy się pogody (zapowiadano deszcze), ale na szczęście się nie sprawdziła i jeździliśmy w dobrych warunkach pogodowych i śnieżnych. Góra na której jeździliśmy była świetnie przygotowana. Duża ilość lanc naśnieżających stok umożliwiła właścicielom bardzo dobre naśnieżenie (bo właściwie gro śniegu było sztucznego). Stok o szerokości kilkudziesięciu metrów w górnej części o niewielkim nachyleniu, przechodził w część bardziej stromą (można by określić - trasa czerwona) by na końcu mocno się wypłaszczać. Zainstalowany obok mały wyciąg bardzo dobrze może służyć do stawiania pierwszych kroków narciarskich.

Przy drugim wyjeździe narciarskim warunki były o niebo lepsze niż przed tygodniem. Świeży śnieg, który dość obficie padał w Beskidach w tygodniu poprzedzającym nasz wyjazd, oraz istniejący już podkład z naturalnego i sztucznego śniegu z zeszłego tygodnia stworzył znakomite warunki do szusowania. A i pogoda była lepsza. Wyraźnie było widać postępy najmłodszych narciarzy, którzy zawzięcie ćwiczyli wszystkie 'zadane' ewolucje narciarskie. Wyjazd był pełen niespodzianek i różnych zdarzeń. Rano gonił nas samochodem jeden z instruktorów, potem wsiadające na trasie dziecko zapomniało wziąć nart (tato nas gonił autem), potem okazało się, iż baterie w aparacie fotograficznym się rozładowały, potem nieporozumienie odnośnie odbioru dzieci na trasie (źle określono nazwę stacji benzynowej), wreszcie młody narciarz (wysiadający koło Basa) tak głęboko je zapakował, że nie mógł ich odnaleźć. Jakież było nasze zdziwienie jak wszyscy już wzięli swoje narty i żadne nie zostały. Zastanawialiśmy się i starali sobie przypomnieć moment pakowania. Byliśmy pewni, że wszystkie narty, które były koło autobusu zostały spakowane. To gdzie są.....okazało się po telefonach, że już u właściciela, który podjechał autem i je wziął, tylko szkoda że nas o tym nie poinformował. Przez 1/2 godziny żyliśmy w napięciu - gdzie te narty.

Kolejny wyjazd (już ostatni w tym roku) wykonaliśmy do Nowej Osady. Pogoda tego dnia była typowo grudniowa. Co kilka minut z nieba sypał gęsty snieg który zalepiał gogle dużymi płatkami. Na szczęście zapowiadany duży wiatr nie był zbyt silny i właściwie dokuczał czasami tylko na górnej stacji wyciągu. Drzewa dobrze osłaniały całą trasę, którą zjeżdżaliśmy i wjeżdżaliśmy wyciągiem. Ponieważ ćwiczeń nigdy nie jest za wiele, każdy instruktor starał się przekazać jak najwięcej młodym narciarzom wskazówek i uwag. Ci którzy słuchali i stosowali się do wskazówek i uwag sami zauważyli, iż pod koniec dnia jazda ich wyglądała całkiem inaczej niż na początku. Młodszy, słabo jeszcze jeżdżący narciarz obserwując jak jego starsi koledzy i koleżanki mkną po stoku wie, że trzeba przejechać kilkaset kilometrów i wykonać wiele ćwiczeń by uzyskać takie umiejętności. To wszystko przed nimi. Warunki śniegowe tego dnia były wyśmienite. Wszyscy staraliśmy się wykorzystać puszysty śnieg (nie zawsze dostępny na Beskidzkich stokach) by dzieci poznały w pełni urok zimy. Jazda w puchu (trudny element jazdy na nartach) niektórym stwarzała trochę problemów powodując upadki, ale miło było patrzeć jak gramolił się ze śniegu taki bałwanek zawsze uśmiechnięty. Niektóre grupy robiły na śniegu różne zabawy, a to 'orła', a to wyścigi lub turlały się z górki.

Pierwszy wyjazd w nowym 2006 roku zrobiliśmy na Węgierski do Brennej. Było wspaniale. Pogoda wymarzona. Warunki śniegowe - palce lizać. Szkoda tylko że z tego wyjazdu nie ma zdjęć - aparat się zaciął i już. Niestety dość dużo ludzi, ale do tego chyba w sezonie, kiedy śnieg leży w miastach musimy się przyzwyczaić. Tak to już jest, bo gdy w mieście nie ma śniegu to w góry wybiera się mniej narciarzy.

Na stokach Węgierski w tym sezonie przybyły dwa nowe talerzyki i jeden bar - okrąglak. Staraliśmy się jeździć wszystkimi wyciągami, korzystać z różnych tras. Bo każda z nich dawała inne możliwości doskonalenia kunsztu narciarskiego. Ale większość grup na przerwę udała się do znanego z poprzedniego sezonu baru, jedynego z ciepłym WC. Mimo dość dużej ilości narciarzy, najmniej zaawansowana narciarsko grupa wyjeździła cały 10-cio przejazdowy karnet.

Po raz pierwszy Szkółka wybrała się na nocne jazdy. I to zrobiliśmy dwa takie kolejne wyjazdy, oba na Kiczery. Zaczynaliśmy jeszcze za dnia stojąc kilka minut do wyciągu, ale po przerwie i zasłużonym odpoczynku kolejka znacznie zmalała (temperatura na dworze również) więc najeździliśmy się po dziurki w nosie. Za pierwszym razem warunki narciarskie to już nie te jakie mieliśmy tydzień temu. Dziś bez przygotowanych nart, dobrze naostrzonych krawędzi, trudno mówić o wielkiej przyjemności zjazdów. Ale dzięki takim warunkom narciarz zmuszony jest do właściwej postawy. Do mocnego krawędziowania. Jedyna rada to przygotować sprzęt przed każdym wyjazdem narciarskim. Jadąc na kolejny wyjazd w góry raz przez chmury prześwitywało słońce to znów padał deszcz, ale już przed Ustroniem był to deszcz ze śniegiem, a w Wiśle padał mokry śnieg. Jeżdżąc na nartach prawie cały czas padał gęsty, mokry śnieg, a temperatura wahała się między 0oC, a +1oC. I jak schodziliśmy na zasłużony odpoczynek to dobrze trzeba było otrzepać kurtki ze śniegu przed wejściem do ciepłego pomieszczenia. Na trasie z godziny na godzinę przybywało coraz to więcej śniegu, a do wyciągu ubywało ludzi. Pod koniec naszej jazdy podjeżdżało się bezpośrednio pod kasownik.
Przekazane rady po ostatnim wyjeździe odnośnie przygotowania nart poskutkowały. Już wielu (niestety jeszcze nie wszyscy) narciarzy należycie przygotowało sprzęt do jazdy. Niektóre narty były tak naostrzone, że cięły kartkę papieru, że ho, ho!! (sprawdzaliśmy na przerwie).

Obóz narciarski ponownie zawitał w Beskid Sądecki. Byliśmy w Wierchomli od 29.01.2006 do 10.02.2006
Tym razem nie musieliśmy się do naszych domków tak wysoko drapać jak dwa lata temu. Trzeba było podejść od wyciągu drogą lekko pod górkę. Domek składa się z dwóch części, jedną zajmujemy całą (tu są starsze dzieci), a drugą dzielimy wraz z innymi gośćmi. Dni były mroźne (i to znacznie), warunki śniegowe dobre (w niektóre dni wyśmienite). Niestety do końca naszego pobytu nie uruchomiono nowych wyciągów (Frycek, Płatek) - brak odbioru technicznego. A szkoda, bo zawsze to nowe urozmaicenie i nowe doznania. Na obiad zjeżdżaliśmy około pierwszej, kierując się najpierw do narciarni by tam w bezpiecznym miejscu przechować narty, a potem do restauracji. Około czternastej już byliśmy z powrotem na krzesełkach. Jeździliśmy, szkoliliśmy się wykorzystując wszystkie dostępne trasy i wyciągi. Jeszcze jedna przerwa na zagrzanie się i odpoczynek, a potem zjazd na kolację, która rozpoczynała się kwadrans przed osiemnastą. A po niej kąpiel, odpoczynek, zebranie (połączone z występami i pogadankami) oraz wymarzone łóżko, bo następnego dnia pobudka już o 720. To nie wczasy, tylko obóz narciarski, a karnety mamy do 21 - więc jeszcze można jeździć na nartach po kolacji - tak na zebraniach przekonywała Citka Ela.
Od wtorku rozpoczęły się treningi jazdy na bramkach. Na początek gigant, potem slalom. Tyczki tak jak dwa lata temu stawialiśmy przy wyciągu Toczek. Bardzo z tego była zadowolona obsługa wyciągu, bo dzięki temu mieli ruch, nie nudziło im się, a i było na co popatrzeć. Ekipa stawiająca tyczki wychodziła już na śniadanie w pełnym, narciarskim ekwipunku, a reszta obozu rozpoczynała trening od dziesiątej trzydzieści. I do obiadu kilka (a wytrwalsi) kilkanaście razy przejeżdżali między bramkami doskonaląc skręty wymuszone i przygotowując się do zawodów. Jak co roku wszystkie dzieci walczyły o puchar obozu. Po raz pierwszy instruktorzy również walczyli o puchar. Puchar przechodni ufundowany przez Maćka. Zawody obyły się trzykrotnie. Dwa giganty i jeden slalom. Zamierzaliśmy zrobić jeszcze czwarte, ale duże opady śniegu na początku ostatniego tygodnia pobytu pokrzyżowały nasze plany.

Wyniki o Puchar Obozu Wierchomla 2006

Dziewczęta młodsze Dziewczęta starsze
Nazwisko Imię Miejsce Nazwisko Imię Miejsce
Tomasik Aleksandra 1 Bugno Paulina 1
Głowacka Magda 2 Tomasik Magdalena 2
Gajewska Paulina 3 Piwowar Marta 3
Chłopcy młodsi Chłopcy starsi
Nazwisko Imię Miejsce Nazwisko Imię Miejsce
Stoksik Hubert 1 Romanowski Jacek 1
Plachta Jakub 2 Wojnar Grzegorz 2
Drużba Szymon 3 Krzykawa Krzysztof 3
  Filipów Bartosz 3

W klasyfikacji generalnej zwyciężył Romanowski Jacek, a wśród instruktorów najlepszy był Maciek Głowacki.


W takim (szybkim sportowym) rytmie przebiegały nam dni na obozie. Pogoda była wyśmienita. Słońce, mróz, właściwie bezwietrznie i dobre warunki śniegowe. Tak udanego obozu (jak chodzi o pogodę) jeszcze nie mieliśmy. Tylko dwa dni bez słońca, a ostatni dzień na nartach (czwartek) był iście alpejski. Słońce, niewielki mrozik, a pod stopami świetnie przygotowane trasy po ostatnich dużych opadach śniegu. Trochę we znaki dały nam się mroźne poranki (najniższa odnotowana nocna temperatura to -18,5oC). Ale to nic w porównaniu do tego co mieli nasi poprzednicy, mówiono że dochodziło do -27oC. Trochę na tak niskich temperaturach ucierpieli nasi najmłodsi uczestnicy. Kuba i Piotruś. Bo w te dni nie mogli wychodzić na spacery i barażkować w śniegu.
Zakończenie obozu zrobiliśmy po południu na piętrze w bacówce. Tu rozdaliśmy puchary, dyplomy, nagrody. I tak oficjalnie zakończyliśmy obóz narciarski - Wierchomla 2006. Potem udaliśmy się jeszcze raz na szczyt krzesełkami, by po uformowaniu się ruszyć długim wężykiem na ostatni zjazd. Kliknij, a zobaczysz panoramiczne zdjęcie całej grupyNa początku najmłodsi narciarze potem starsi. Tak dotarliśmy pod wyciąg Toczek, gdzie pożegnaliśmy góry, oraz miłą obsługę.

W trakcie tych dziesięciu dni na nartach Mirek nakręcił kilka godzin materiału filmowego, a Łukasz zrobił prawie 1000 zdjęć. Teraz czekało ich dużo wysiłku i pracy by przygotować materiał na płytę DVD. Wszystko się udało. Mateusz zaprojektował szatę graficzną okładki i w ostatni czwartek marca wręczyliśmy chętnym obozowiczom.

 

Kolejny wyjazd odbył się już po obozie zimowym. Zawitaliśmy tej zimy po raz pierwszy na Cieńków. Pogoda dopisała. Cały dzień świeciło słoneczko, ale ponieważ było dość ciepło to warunki narciarskie nie były najlepsze. Również narciarzy było dość sporo. Do wyciągu stało się 15-20 minut i może to nie tak długi czas oczekiwania na wjazd, ale warunki w jakich się stało nie były najwygodniejsze. Szczególnie były uciążliwe dla najmłodszych narciarzy. Bo albo w dużym tłoku trzeba było przedostać się na wprost pod wzniesienie, a narty jak na złość się ślizgały. Lub stojąc bokiem do tegoż wzniesienia było się wyprzedzanym przez bardziej 'sprawnych' kolejkowiczów. Mimo to grupy pokonały trasy narciarskie od 7-10 razy.
Niektórzy narciarze, którzy w tym sezonie zaczęli przygodę narciarską z Gigantem mieli niewyraźną minę po pierwszym wjeździe na szczyt i zatrzymaniu się nad ścianką. "Czy my tu będziemy zjeżdżali?" - pytali z lekkim przerażeniem w głosie. Na szczęście dla nich są jeszcze inne dwie trasy z tej górki, a tamte pokonywali bez większych trudności. Niestety na tym wyjeździe jeden ze szkółkowiczów doznał urazu nadgarstka. Był GOPR i pierwsza pomoc. A już w Zabrzu w szpitalu lekarz, no i ręka w gips. Szkoda, sezon narciarski już dla niego się skończył.

Kolejny wyjazd to Brenna, postawiliśmy tyczki, trenowaliśmy. Pogada nam sprzyjała. Stok wyśmienicie przygotowany przez właścicieli wyciągów. Trasy szerokie, twarde, jednym słowem narciarko dzień udany. Wszystkie grupy kilkakrotnie przejechały slalom, ustawiany pieczołowicie przez starszą młodzież pod czujnym okiem Maćka i Łukasza. Ludzi było niezbyt dużo, więc trasy narciarskie pokonywaliśmy wielokrotnie.
Za tydzień startujemy w kolejnych zawodach o Puchar Prezydenta miasta Zabrza i Nowin Zabrzańskich. Prawie wszystkie dzieci będące na wyjeździe deklarowały swój udział w zawodach.

W tym roku zawody jak i rozdanie nagród odbyły się płynnie i bez zbędnego długiego wyczekiwania. Jak zwykle na zawodach są wygrani i przegrani - faworyci nie zawiedli, ale były niespodzianki. A myślę, że wszystkich zaskoczyła pogoda, która rano nas nie rozpieszczała. Śnieg, wiatr, który stopniowo przybierał na sile, a w pamięci zapowiedzi synoptyków o opadach śniegu i wietrze prawie 90km/godz. Brrr na samą myśl robiło się już zimno. A tu, tuż po otwarciu zawodów przez Prezydenta Zabrza Pana Jerzego Gołubowicza niebo dla naszych narciarzy stało się łaskawsze. Nawet momentami wychodziło słoneczko.
Wszyscy zawodnicy, którzy stanęli na starcie ukończyli zawody. Po zjeździe już tradycyjnie można było na ognisku upiec sobie kiełbaskę i zjeść ją ze smakiem z bułeczką. Dużą atrakcją w tym roku dla dzieci były pokazy grupy eXTrim, która zrobiła małym (i nie tylko) dużą frajdę umożliwiając wjazd na szelkach po linie na wysokość ok 5 metrów. Po tych atrakcjach, oczekiwane z niecierpliwością ogłoszenie wyników i wręczanie pucharów, medali, dyplomów i nagród przez V-ce Prezydenta Andrzeja Górę.
Kolejne mistrzostwa Zabrza za nami, a wyniki do oglądnięcia w formacie PDF, (jeśli nie posiadasz programu który czyta tego typu pliki to możesz go tu pobrać).

Ostatnie dwa wyjazdy były na stok Węgierski w Brennej. To kolejne dwa udane wyjazdy w beskidy. Za pierwszym razem rano, dobrze przygotowany ratrakiem stok był dość twardy i trzeba było mocno naciskać na krawędź narty by trzymały się zaplanowanego toru jazdy. Ale już po południu temperatura się podniosła i śnieg zrobił się bardziej miękki. Wiele grup przejeździło po dwa karnety dziesięcioprzejazdowe i miało co najmniej dwie przerwy na posilenie się i odpoczynek. Jak po powrocie do domu usłyszałem w radio iż na Pilsku i w Szczyrku było dziś duże zamglenie i spora wilgotność, to aż miło się zrobiło na duszy, że my mieliśmy tak dobrą pogodę.

Ostatni wyjazd narciarski na stokach "Węgierski" w Brennej był w pełni udany. Zaplanowane zawody Szkółkowe wprawdzie odbyły się w dość gęstej mgle, ale prognozy były gorsze. Zapowiadały deszcz. Trasy jak zwykle na tej górze świetnie przygotowane, ale już nie tak twarde jak w zeszłym tygodniu. W nocy spadło około 5-10 cm śniegu, a w dzień duża wilgotność i temperatura w okolicach 0oC sprawiła to, że śnieg (szczególnie ten sztuczny) stawał się 'kaszką'.
Trasa zawodów liczyła kilkanaście bramek slalomu giganta i poprowadzona była płynnie, co sprawiło, że wszyscy startujący ukończyli zawody. McDonald'sWyróżnienie dla najmłodszego uczestnika zawodów otrzymał Bartek Milka, który dziś zapoczątkował jazdę w grupie narciarzy. W maju skończy 5 lat. Duże gratulacje, dla taty, mamy, a przede wszystkim babci, która dodawała mu otuchy w chwilach zwątpienia. A tu mozna zobaczyć wyniki zawodów. Tradycyjnie w powrotnej drodze z ostatniego wyjazdu narciarskiego zawitaliśmy do McDonald.

I tak Szkółka zakończyła sobotnie, narciarskie wyjazdy. Teraz wyjazd 1.IV w Alpy i żegnaj sezonie 2005/2006. Sezonie w którym zima była niesamowita. Żaden z zaplanowanych wyjazdów nie musiał być przekładany, a wszystkie odbyły się w dobrych (czasami wyśmienitych) warunkach narciarskich. Jak możemy ponarzekać to tylko na brak słońca, ale mieliśmy go pod dostatkiem na obozie.

To już szósty raz zawitaliśmy do Fulpmes. Większość uczestników tegorocznego wyjazdu jechała autokarem (tym samym co rok temu), część osób jechała samochodami tego samego dnia co autobus, ale byli i tacy co przyjechali dopiero w nocy z wtorku na środę (dzieci pisały sprawdzian po 6-tej klasie). Podróż przebiegła bez zakłóceń i na miejscu byliśmy około 18. Po rozdzieleniu pokoi, zasiedliśmy do pierwszej obiadokolacji. Po niej kilka uwag na temat następnego dnia i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.
Jak zwykle punkt zborny był w Gamsgarten. Pogoda w tym okresie nas nie rozpieszczała. Były dni z bardzo silna mgłą utrudniającą poruszanie się na nartach. Ale i były dni z piękną słoneczną pogodą. Niestety przeważały te złe. Ale mimo to można powiedzieć, że to kolejny, udany wyjazd alpejski. Wszyscy do woli najeździli się na nartach (niektórzy ze względu na kondtucję jeździli na rowerze), Wielokrotnie zjeżdżaliśmy pod sam autobus trasą nr.14, wszyscy doskonaliliśmy swoje umiejętności narciarskie, lub wręcz nauczyliśmy się jeździć na nartach. 
Jeden dzień młodzież i starsze dzieci postanowiły pojeździć na snowbordzie. Pomocą tym razem służył Wojtek. Okazało się, że niektórzy bardzo szybko nauczyli się zjeżdżać. Zaczynali swoją przygodę z deską na trasach przy orczyku, by po przerwie (zjechali bez większych problemów do Gamsgarten) przenieść się na inne, bardziej wymagające stoki. Niestety nie wszystkim szło tak łatwo, ale nikt sie nie zrażał próbując wielokrotnie podnosić się czy to z kolan czy z pupy. 
Z tego wyjazdu można było po raz pierwszy ogladać fotorelacje, czyli zdjęcia umieszczane na stronie prawie każdego dnia.
Jan przygotował kilka panoram, które choć trochę oddają piękno otaczającej nas przyrody.panorama(1) panorama(2) panorama(3).

Do zobaczenia w sezonie 2006/2007.