Sezon 14 (2006/2007)

STATYSTYKA

Czternasty sezon Szkółki to cały czas obawa o to czy będzie czy nie będzie śnieg. Tak kiepskiej zimy nie było chyba jeszcze w tej kilkunastoletniej działalności Szkółki. Na szczęście w okresie ferii szkolnych, kiedy byliśy na obozie zimowym nie było tak źle.

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

W tym sezonie młodzi instruktorzy (Hania i Mateusz) z wielkim zaangażowaniem prowadzili grupy narciarskie. Natomiast w trakcie obozu w Wierchimli wielu narciarzy zdobyło stopień Demonstratora, a starsza młodzież uczestnicząc w kursie KK (Kurs Kwalifikacyjny) uzyskała możliwość uczestnictwa w kursie Pomocnika Instruktora.

WYDARZENIA

Sezon rozpoczęliśmy wycieczką górską od doliny Jawornika. Tu idąc trasami narciarskimi wdrapaliśmy się na Soszów Wielki (886 m n.p.m.) i po krótkim odpoczynku wyruszylismy w dalszą wędrówkę szlakiem czerwonym w stronę Stożka. Idąc raz w górę, raz w dół, poprzez Cieślar (918), Stożek Mały (843) dotarliśmy do schroniska na Stożku Wielkim (978). Tu dłuższy odpoczynek w schronisku. Zjedliśmy kanapki, wypiliśmy ciepłą herbatkę z cytrynką i jak już brzuchy były pełne wyruszyliśmy niebieskim szlakiem w dół do Wisły Łabajowa, gdzie czekał na nas autokar.

Pogoda była wspaniała. Niestety, pierwsze dwa wyjazdy narciarskie nie odbył się jak w zeszłym roku na śniegu lecz na igielicie w DSD. Większość narciarzy po raz pierwszy jeździło na igielicie. Jakie wrażenia? O to trzeba zapytać każdego z osobna. Na takiej nawierzchni całkiem inaczej czuje się narciarz doświadczony, jeżdżący już kilka lat. Inne odczucia ma młodzian z niewielkim stażem. A zupełnie inaczej nowicjusz i właśnie tym narciarzom należą się duże brawa.

Brak śniegu w górach zmusił nas do odwołania grudniowego wyjazdu narciarskiego z nadzieją iż zima wreszcie pojawi się w górach.

Wreszcie w styczniu (tuż po Świętach) wyjechaliśmy po raz pierwszy w tym sezonie na śnieg. GAT w Szczyrku i tzw. 'Juliany' były naszym celem. Śniegu nie za wiele, ale można było pozjeżdżać.

Pod koniec stycznia zima wróciła nieśmiało w góry. Byliśmy po raz pierwszy w tym sezonie na stoku Węgierski w Brennej. Obawialiśmy się dużego najazdu narciarzy w góry, bo wreszcie zrobiła się w nich prawdziwa zima. Nie było tak źle. Było kilka szkółek i mimo, że były czynne tylko 3 wyciągi nie stało się zbyt długo w kolejkach.

Warunki narciarskie iście listopadowe. Brak jakiegokolwiek podkładu śnieżnego, mimo pokrywy śnieżnej dochodzącej do 30-40 cm powodował to, iż wychodziła czasami trawa i niestety kamienie. Wprawni, szybko jeżdżący narciarze musieli (na ile to było możliwe) bacznie zwracać uwagę po czym jadą by nie niszczyć ślizgów. Synoptycy przestrzegali przed dużym wiatrem. Ten na szczęście zaczął wiać dopiero pod koniec naszej jazdy. I wtedy jeździło się dość ciężko, gdyż wiatr połączony z obficie padającym śniegiem zmniejszał znacząco widoczność.
Myśleliśmy, że na następny wyjazd narciarski warunki w górach będą jeszcze lepsze.

Ostatni wyjazd przed obozem narciarskim był na Kiczery w Wiśle Jaworniku. Warunki śniegowe diametralnie inne niż tydzień temu. Po pierwsze śniegu znacznie więcej, ale był to śnieg raczej wiosenny, niż śnieg do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni na początku lutego. Rano stok jeszcze w miarę równy, po południu stał się bardziej grząski sprawiający młodym narciarzom dość dużo kłopotu.

Ferie dla dzieci i młodzieży naszego województwa były jako ostatnie i z wielkim niepokojem spoglądaliśmy na mapy synoptyczne szukając w nich choćby kawałeczka zimy. Udało się. Trzeci pobyt w Wierchomli, przy takiej zimie jaką mieliśmy w tym sezonie był w pełni udany. Mieliśmy w pamięci obóz narciarski w Korbielowie (zima 1990/1991), gdzie mieliśmy świetną bazę w pobliżu dolnej stacji wyciągów na Pilsko. Co z tego. Aby jeździć na nartach musieliśmy pieszo na nie wchodzić (ponad godzinę). Obóz został nazwany Wiosnowisko. Obawialiśmy się powtórki takiej zimy i podobnego obozu. Na szczęście było inaczej. Już wyjeżdżając z Zabrza wiedzieliśmy, że w Wierchomli śnieg mamy i mieliśmy do końca. Dlatego też wszystkie zaplanowane dni narciarskie zostały zrealizowane.

Mieszkaliśmy w tych samych domkach jak w zeszłym roku i jedliśmy również w tym samym miejscu, ale zupełnie zmienionym.Tu duża niespodzianka w stosunku do zeszłych lat. Część gastronomiczna stacji narciarskiej Wierchomla została znacznie rozbudowania. Na piętrze powstał duży bar ogólnodostępny z wydzieloną częścią do przyjmowania grup (na około 100 osób). Nad barem nieco mniejsza Pizzeria, która wśród obozowych dzieci cieszyła się dużym zainteresowaniem.

Pierwszy tydzień obozu był bardzo wyczerpujący dla młodzieży, która uczestniczyła w Kursie Kwalifikacyjnym (tzw. KK), oraz kursie Demonstratora. Codziennie stawiali sie o 630 pod wyciągiem, gdzie specjalnie dla nich go uruchamiano, a tam (początkowo na Toczku) stawiano slalom i do śniadania ostro trenowali wymuszone skręty. Po śniadaniu jazda szkoleniowa, a po obiedzie często dalsza jej część, a potem wykłady. Wracali na kolację dość mocno wymęczeni. A wieczorem nie można było poświęcić się jakimś innym zajęciom (czytaj wybrykom), bo trzeba było przygotować narty na następny dzień no i oczywiście uczyć się. Grupę Demonstratorów tworzyła młodzież ze Szkółki, a na Kursie Kwalifikacyjnym prócz naszych dzieci było jeszcze kilka osób spoza Szkółki. Byli prowadzeni przez dwóch Instruktorów Wykładowców ze Szkoły Narciarskiej Wierchomla. Całą grupę z naszej strony koordynował nasz instruktor - Maciek.

Młodzi obozowicze mogli sobie trochę dłużej pospać, a po obfitym śniadaniu (tzw. stół szwedzki) najczęściej wracaliśmy do domu by około 10 wyruszyć na narty. Szusowaliśmy początkowo korzystając z czterech (no właściwie pięciu) wyciągów. Jako pierwszy wyłączono wyciąg Fiedor, a pod koniec tygodnia Toczek. Na szczęście do końca jeździł wyciąg Polanki, Stonoga no i oczywiście krzesełka. Niestety nie było nam znowu dane poznać nowych tras przy wyciągach Płatek i Frycek. Jeździliśmy w różnych (niestety nie najlepszych) warunkach śniegowych. W górnej części trasy śnieg był całkiem niezły, w środkowej znośny (miękki i mokry), potem wjeżdżało się w sypki grysik (sól lub mąkę), by w dolnej części zobaczyć brązowe śniegowe muldy. Chyba, że wybrano trasę zjazdu wzdłuż Toczka, gdzie śnieg był twardy i zbity (i to właściwie do końca naszego pobytu). Na Polankach natomiast w dolnej części trasy trzeba było wybierać miejsca możliwe do przejazdu.

W drugim tygodniu naszego pobytu udało nam się zorganizować zawody. W sumie były trzy przejazdy slalomu giganta (ten gigant to taki jak na DSD) i dzięki temu była walka o Puchar Obozu. W zawodach dzielnie pomagała nam grupa absolwentów kursu KK i Demonstrator. O swój puchar (przechodni) walczyli też instruktorzy. Ze względu na takie, a nie inne warunki śniegowe nie mogliśmy (wzorem lat ubiegłych) stawiać tyczek na Toczku by móc trenować. Stawialiśmy slalomy w górnej części polanek. Po podliczeniu punktów w grupach wyniki są następujące:

Dziewczęta młodsze Dziewczęta starsze   Chłopcy młodsi Chłopcy starsi
1 Magda Głowacka 1 Paulina Słowik   1 Szymon Drużba 1 Grzegorz Wojnar
2 Agata Sochańska 2 Maria Olszańska   2 Mateusz Juszczyk 2 Jakub Poloczek
3 Alicja Darmas 3 Aleksandra Tomasik   3 Szymon Kałahurski 3 Bartosz Filipów
4 Magdalena Borowiec 4 Katarzyna Puszer   4 Jakub Droździoł 4 Jacek Romanowski
5 Katarzyna Kaletka 5 Jesika Adamczyk   5 Maciej Ścierski 5 Krzysztof Krzykawa
6 Julia Lesiuk 6 Małgorzata Romanowska   6 Michał Wszołek 6 Paweł Rajwa

W grupie instruktorów puchar przechodni zdobył Mateusz. We wszystkich grupach walka była zacięta i czasami o miejscu decydowała suma czasów z wszystkich slalomów. Dzielnie spisał się nasz najmłodszy narciarz Bartek, który mimo iż wiekiem znacznie odbiegał od swoich koleżanek i kolegów w grupie na nartach im niczym nie ustępował, a nawet czasami ich przewyższał.

Im bliżej końca obozu, tym coraz bardziej robiło nam się żal, że musimy opuszczać gościnną Stację Narciarską Wierchomla. Niech żałują Ci, którzy nie wierzyli, że będzie śnieg w górach i przegapili termin pierwszej wpłaty za obóz, a w związku z tym na niego nie pojechali. Pogoda może nie była nadzwyczajna, a i warunki narciarskie również, ale przy takiej zimie nie możemy narzekać, a wręcz się cieszyć. Tylko jednego dnia do południa zatrzymał nas deszcz w domu, ale po południu już szusowaliśmy na nartach. Na pewno dużą satysfakcją było zdobycie przez prawie całą młodzież uczestniczącą w kursach pierwszych stopni PZN, lub uzyskania pozytywnego egzaminu z KK. Przed tymi ostatnimi teraz zawody regionalne i po pozytywnym ich zaliczeniu w przyszłym sezonie mogą pojechać na kurs Pomocnika Instruktora. Na tegorocznym obozie w grupach jeździli narciarze od przedszkola do liceum, a pierwsze kroki na nartach (czasami z dużymi oporami) zrobił najmłodszy (jeszcze nie przedszkolak) uczestnik obozu - Kubuś.

Pierwszy po obozie wyjazd narciarski (Szczyrk-GAT) był w niezłych warunkach narciarskich. Jazda była wyśmienita szczególnie rano kiedy śnieg był zmrożony i nośny. Wtedy też wszystkie grupy (no może prócz najsłabszej) udały się na Golgotę by parę razy ją przejechać. Wszyscy byli zachwyceni, bo tylko dolny docinek miał gorsze warunki śniegowe. Inne trasy też niczego sobie. Oczywiście na polanach były przetarcia i momentami wychodziła trawka, ale wystarczyło raz przejechać trasą, by poznać trudne, nieprzejezdne miejsca, by już następnym razem jechać z maksymalną prędkością.

Tradycyjnie z początkiem marca uczestniczyliśmy w zawodach o Puchar Zabrza w DSD, a w niedzielę 4.III odpracowaliśmy odwołany w grudniu wyjazd narciarski. Frekwencja narciarzy nie była nadzwyczajna, dlatego dzieci mogły być podzielone na małe grupki (czasami trzyosobowe) i w nich cieszyć się jazdą po świetnie przygotowanych trasach ośrodka GAT w Szczyrku. Cały dzień sypało i to momentami bardzo gęsto. Niech żałują Ci którym nie chciało rano sie wstać z łóżka, lub myślą, iż zima się skończyła. Idzie wiosna, ale w górach jest jeszcze dość śniegu by pojeździć na nartach. Jeździliśmy dużo, a ponieważ do wyciągów nie było kolejek więc szybko się okazało, iż wykupione rano dziesięć przejazdów w dniu dzisiejszym to niewiele. I tu problem bo dzieci wzięły za mało pieniążków na wyjazd do Szczyrku. Ale pożyczyliśmy tym i owym i było OK. Grupy zrobiły co najmniej dwie przerwy na posilenie się i uzupełnienie płynów oraz odpoczynek.

Na ostatni wyjazd szkółkowy przyszło nadspodziewanie dużo dzieci. Chyba wszyscy byli spragnieni jazdy na nartach, a niewątpliwym magnesem było również to, że wyjazd był z noclegiem i to do miejscowości gdzie jeszcze Szkółka nie zawitała. Korbielów no i oczywiście Pilsko. Pierwszy dzień na Pilsku był bardziej grudniowy niż marcowy. Obfity śnieg, do tego silny wiatr i słaba widoczność nie pozwalały nacieszyć wzroku przepięknymi widokami. Ale warunki pod nartami wyśmienite. Można było wiele razy przejechać po świeżym puchu, a ponieważ ludzi niewiele więc dość dużo razy wszystkie grupy szusowały ze stoków Pilska.

Drugi dzień przywitał nas już niewielkim zachmurzeniem. Były nawet przebłyski słońca. Dzień był cieplejszy i w związku z tym i trasy narciarskie o nieco innych warunkach niż dnia wczorajszego. Na wysokości prawie 1500 metrów dość dobre by zmienić się w typowo wiosenne na Hali Buczynki - to niżej o prawie 500 m. Jeździliśmy to tu to tam ile dusza zapragnie. Do wyciągów, żadnych kolejek, śnieg nie sypał, wiatr nie wiał (no może czasami - ale wtedy to bardzo silny). Góry odsłoniły się i pokazały sie piękne widoki. Wprawdzie Babia była cały czas w chmurach, ale w porównaniu do dnia poprzedniego mogliśmy podziwiać piękną okolicę.

Powrót do Korbielowa mógł się odbyć się tylko trasą niebieską i właściwie do Hali Buczynki był dobry (w górnej części wyśmienity), ale od tego miejsca na polanach i wąskich przejazdach przygotowany był pas śniegu umożliwiający zjazd krótkim skrętem lub pługiem, aż prawie pod kasy na Solisku. 
Spaliśmy w hotelu Harnaś w pokojach dwu i trzyosobowe, każdy z węzłem sanitarnym i telewizorem.

Tak zakończyliśmy część krajową sezonu 2006/2007. Natomiast kwietniu udaliśmy się w Alpy

Takiego wyjazdu na Alpejskie lodowce jeszcze nie mieliśmy. Na sześć dni na nartach pięć w słońcu. To naprawdę pogoda, której w najśmielszych marzeniach nikt się nie spodziewał. Do Fulpmes zawitaliśmy już po raz siódmy w gościnne progi hotelu Pana Hofer'a. Zawiózł nas tam nowy (na liczniku miał raptem 60000 km.), wygodny i szybki autokar MAN z firmy InterTrans. Kilka osób przyjechało własnym środkiem lokomocji.
Również w Alpach nie było dużo śniegu. Na trasach nie było to zauważalne, ale nigdy przedtem nie widzieliśmy wokoło tyle skał, ani szczelin w lodowcach i samych lodowców. 
Jeździliśmy w kilku grupach. Zawsze do południa najmłodsi narciarze jeździli pod okiem jednego z instruktorów, a około trzynastej przekazywani byli rodzicom. Młodzież narciarska śmigała pod okiem Łukasz i Maćka, wielokrotnie pokonując różne trasy lodowca. Warunki na stokach dla nich były wymarzone. Trasy zawsze wyśmienicie przygotowane i tylko poniżej 2900 metrów w południe stawały się miękkie. Natomiast na wysokości 3200-2900 ich stan był cały dzień podobny. Dorośli natomiast jeździli najczęściej w dwóch grupach prowadzonych przez Jasia i Andrzeja.
Tradycyjnie jeden dzień (wtorek) Marek poświęcił młodzieży, chętnej do jazdy na snowbordzie. Tylko Jessica była osobą początkującą, ale już popołudniu radziła sobie na desce całkiem nieźle.
Kolejny pobyt na lodowcu wszyscy będą jeszcze długo mile wspominali oglądając wiele zdjęć czy to zrobionych swoim aparatem lub korzystając z naszej galerii.

Do zobaczenia w sezonie 2007/2008 - to będzie już piętnasty sezon Szkółki