2015/2016

Sezon 23

STATYSTYKA

Czyżby stało się tradycją iż Szkółka musi odwoływać wyjazdy grudniowe. Tym razem wszystkie trzy zaplanowane na ten miesiąc musieliśmy odwołać. Na dwudniowy wyjazd narciarski kończący sezon wybraliśmy się znów na Podtatrze i jeżdziliśmy w Białce Tarrzańskiej w bardz dobrych warunkach narciarskich i ładnej pogodzie. A wiosenny wyjazd na lodowiec miał dobrą pogodę

KADRA INSTRUKTORSKO - WYCHOWAWCZA

Tak jak w poprzednim sezonie trzon kadry oparty był na sprawdzonych wieloletnią pracą Instruktorach. I tak jak w poprzednim sezonie była tylko jedna grupa tzw 'ścigaczy’.

WYDARZENIA

Dopiero pod koniec roku 2015 w Beskidy zawitała zima. Wprawdzie z minimalnymi opadami śniegu, ale za to z dużym mrozem zarówno w dzień jak i w nocy i gestorzy wyciągów mogli uruchomić wszystkie armatki. Pierwszy narciarski wyjazd odbył się na Złoty Groń w Istebnej. Narciarzy sporo dlatego by wjechać na górę trzeba było trochę poczekać (szczególnie dużo było narciarzy do talerzyka).
 
Pogoda dopisała. Rano warunki na trasie wyśmienite. Temperatura w pobliżu 0oC i wysoki pułap chmur. Bezwietrznie. Po południu się ociepliło i warunki się lekko pogorszyły. Były momenty, że z nieba spadło kilka kropel deszczu.
 
Następny  wyjazd narciarski odbył się w prawdziwie zimowych warunkach. Tym razem pojechaliśmy na uruchomiony dopiero w zeszłym roku stok narciarski w samym centrum Wisły. Stok ten to Skolnity którego dolna stacja czteroosobowych kanap usytuowana jest tuż nad treningowymi skoczniami w centrum miasta. Istnieją tu dwie trasy narciarskie. Jedna czerwona (dziś nie czynna), a druga niebieska wijąca się takim esem przejeżdżając dwa razy pod kolejką. Trasa dobrze naśnieżona i przygotowana. A na dodatek świeży śnieg, który padał cały dzień. W sumie było tego puchu około 10 – 15 cm. Wszyscy narciarze chwalili sobie tę górę (możliwe, że na nią wrócimy), a najbardziej szczęśliwi byli Ci którzy tydzień temu zaczęli stawiać pierwsze kroki. Oni pokonali tą górę wielokrotnie. A czasami było to dla nich DUŻE wyzwanie – twarde wyślizgane w jednym miejscu podłoże. 
Cały dzień pochmurny z dość dużym opadem śniegu. Prawie bezwietrznie z niewielką ujemną temperaturą. Można dziś było pojeździć w puchu.
 
Na kolejny wyjazd wybraliśmy się w Beskid Mały, a w nim na jeden z ośrodków narciarskich, który długo czekał na swoje otwarcie w takiej ofercie jaką dziś prezentuje. Na niewielkiej górze są dwie kanapy (jedna cztero, druga sześcioosobowa) i dwa talerzyki. Jeden talerzyk na dole dla początkujących narciarzy, drugi na górze dla deskarzy (był nieczynny). Przy kanapach dwie trasy. Jedna bardzo łatwa, którą zjeżdżało się do kanap sześcioosobowych, a druga bardziej stroma do krzeseł czteroosobowych. Centrum ośrodka (kasy, bufet) zlokalizowane jest przy dolnej stacji czwórek. Ale by się tam dostać z parkingów trzeba skorzystać ze specjalnych busów.
 
Niestety duża przepustowość jednych jak i drugich krzeseł powodowała duży tłok na dość wąskich trasach. Fajnie jest, że szybo i bez czekania dostaniemy się na górę, ale zjazd już jest mniej komfortowy (trzeba oczy mieć dookoła głowy). Również jeden bar to porażka. Aby coś zjeść trzeba było poświęcić trochę czasu na czekanie w długiej kolejce.
 
Rano wyjeżdżając z Zabrza było -12oC, ale jak wysiedliśmy na parkingu nie czuło się takiego mrozu. Rano słonecznie, potem się zachmurzyło, ale na szczęście nie wiało więc nie marzliśmy. Warunki śniegowe bardzo dobre. Świeżego, naturalnego śniegu około 30 cm.
Odwołane grudniowe wyjazdy postanowiliśmy 'odrabiać’ wyjeżdżając do DSD na treningi na tyczkach. Pierwszy raz pojechaliśmy w środę i zastaliśmy całą górę białą, ale śnieg dość miękki. Natomiast w czwartek całkiem inne warunki na stoku. Śnieg był twardy jak beton. Źle się jeździło poza slalomem, ale do przeprowadzenia treningu na tyczkach warunki były znakomite.
 
Byliśmy sami na stoku więc dzieci wielokrotnie pokonywały bramki slalomowe wykonując różne ćwiczenia pod czujnym okiem Maćka. Kolejny wyjazd zaplanowany był na środę, ale odwilż była znaczna i DSD zamknięte (już do końca zimy).
 
Na kolejny wyjazd wybraliśmy do Wisły na stok o nazwie Klepki. Prognoza pogody w 100% się sprawdziła. Było słonecznie, ciepło i wietrznie. Czuliśmy się na stoku jak w marcu, a nie w przedostatnim dniu stycznia.
 
W dniu dzisiejszym nie było wielkiego zjazdu narciarzy (jak na Śląsku nie ma zimy to i w górach mniej chętnych na szusowanie) dlatego też na krzesełka wsiadało się bez czekania w kolejce.
 
Stok niezbyt długi i mało urozmaicony. Na szczyt wjeżdżało się kanapami czteroosobowymi lub talerzykiem. Śniegu pod dostatkiem. Dodatnia temperatura i świecące cały dzień słońce sprawiało, że czuliśmy się na śniegu jak wiosną. Dużym urozmaiceniem był wydzielony fragment trasy na którym postawiono bramki slalomowe. Wszystkie grupy (i te mniej jak i te bardziej doświadczone) wielokrotnie pokonywały trasę slalomową. A dzieciaki które w czwartek zaliczyły pierwsze treningi w DSD śmigały, że ho, ho.
 
Ze szczytu podziwialiśmy piękne widoki na Cieńków, skocznię imieniem Adama Małysza,  Stożek, Przełęcz Salmopolską, Baranią Górę.
 
Drugi raz w tym sezonie pojechaliśmy do Istebnej na Złoty Groń. Zapowiedzi synoptyków mówiły, że spadnie trochę śniegu. I faktycznie już od Kubalonki było widać białe czapy śniegu na przydrożnych świerkach, a jak zajechaliśmy na pełny autokarów parking to byliśmy w iście zimowym krajobrazie.
 
Narciarzy sporo (z samego Zabrza były dwa autokary), ale do kanap nie czekało się zbytnio długo. Nie trwało to nigdy więcej jak 7-9 minut. Jedynie do talerzyka oczekiwanie na wjazd było dość długie. Na szczęście nasi wszyscy Szkółkowi narciarze już śmiało mogą zjeżdżać z bardziej stromych stoków. Tylko Kacperek (syn jednego z naszych instruktorów) musiał do południa  trochę postać w kolejce. Ale po południu liczba narciarzy znacznie spadła i też inne młodsze grupy urozmaicały sobie dzień na tym stoku.
 
Na niebie chmury i na szczycie czasami dało się odczuć lekki wiatr. Temperatura w ciągu dnia wyraźnie rosła. I z pewnością około czternastej było z +5oC. Warunki narciarskie rano bardzo dobre, po południu śnieg robił się coraz bardziej ubity lub rozjeżdżony (zależnie od stoku).
 
Po raz trzeci pojechaliśmy do Istebnej. Niestety Widać było wyraźnie, że zima już się z nami żegna. Śniegu na trasie jeszcze nie brakuje, ale zdarzają się już przetarcia na których wychodzi ziemia. Po prostu trzeba je omijać.
 
Pogoda w dniu dzisiejszym nie najgorsza. Oczywiście temperatura dodatnia, niebo lekko zachmurzone i czasami chciało przebić się słońce. Natomiast wiatr dziś był tak silny (niestety halny), że kolejka nie jechała swoją maksymalną prędkością zatrzymując się od czasu do czasu. A na górnym peronie czasami gdy wiatr (mordewind) miał duże nasilenie trudno było wysiąść, a obsługa musiała wspomóc maszynerię(?) przepychając kanapę na kole.
 
Ten dzień również na tym stoku spędzał Prezydent RP. Dzieci były bardzo zainteresowane tą osobą i niektórym z nich zdarzyło się jechać wspólnie na kanapie, ale nie zdobyły się na odwagę by zamienić z nim parę słów.
 
Drugi raz w tym sezonie wybraliśmy się na Czarny Groń ponieważ prognozy pogody zapowiadały deszcz (a wysoko w górach nawet śnieg) a tu jest zamykana kanapa i duży bar. To zadecydowało, że wybraliśmy powtórnie ten stok. Po podziale na grupy i rozdaniu karnetów, siedliśmy na pierwsze kanapy i powoli znikaliśmy we mgle. Na górze widoczność czasami była tylko kilkumetrowa. A deszczyk cały czas sobie trochę popadywał. Na trasie Szkółka i jeszcze paru narciarzy.
 
Kanapy zamykane pozwalały nam wygodnie i na sucho wjeżdżać w górę, ale już w dół drobny deszczyk i mgła dawały się we znaki. Dlatego też były dwie przerwy w barze (restauracji) gdzie w przytulnej atmosferze jedliśmy, piliśmy, suszyli się (w kominku cały czas paliły się szczapy drewna) i odpoczywali.
 
Narciarsko dzień udany, bo warunki na stoku dobre, tylko na bardziej stromej części trasy były przetarcia, ale je można było łatwo ominąć. Niestety pogoda fatalna.
 
Jadąc w niedzielę na Złoty Groń zastanawialiśmy się gdzie będzie ustawiony slalom na którym będziemy się ścigać o Puchar Prezydenta miasta Zabrze.
Organizator przewidział trzy punkty startowe w zależności od kategorii zawodników. Jako pierwsi startowali najmłodsi (najniżej), potem starsi (wyżej) i pozostali (najwyżej). Trasa była znakomicie przygotowana. Koło tyczek wewnętrznych wymalowane pasy kierunkowe (jak na Pucharze Świata) i mocno utwardzony śnieg chemicznie (salmiakiem). Dzięki temu po przejechaniu prawie 100 zawodników nie robiły się dziury.
 
Po zawodach przerwa, a po przerwie swobodna jazda (pod okiem instruktorów), aż do ogłoszenia wyników.
 
Na podium stawały drużyny szkół, zawodnicy w poszczególnych grupach wiekowych, a na końcu zdobywcy Pucharu Prezydenta. Jak w zeszłym roku byli to Hania i Maciek Głowaccy. Wielkie brawa. Wyniki na stronie aktywnezabrze.pl.
 
Na dwudniowy wyjazd wybraliśmy Podhale bo tam gestorzy wyciągów mieli chyba mroźniejszą zimę i byli w stanie lepiej naśnieżyć stoki. W sobotę na narty wybraliśmy Kotelnicę Białczańską, gdzie liczba kolejek górskich jak na krajowe warunki jest imponująca – 9 wyciągów krzesełkowych i kilka talerzyków i orczyków. Już jadąc spodziewaliśmy się ładnej, słonecznej pogody z przepięknymi widokami na Tatry. Po drodze ładnie było widać najwyższe szczyty Beskidów – Babią i Pilsko.
 
Pierwszy zjazd i ……… euforia. Warunki wyśmienite. Słońce, bez wiatru temperatura w granicach 4 st. C. A pod nartami marzenie. Twarde równe i dobrze przygotowane trasy. Widoki wspaniałe. No i ta mnogość i różnorodność tras. Trasy w większości łatwe lub średnio trudne. A dwie z homologacją FIS. Narciarzy niezbyt dużo i do kanap nie czekało się więcej jak 2-3 minut.
 
Na nocleg po raz drugi Szkółka zawitała do Stasindy. Ośrodka wypoczynkowego oddalonego od Kotelnicy raptem o 10km. Tu po rozlokowaniu w pokojach (według życzeń dzieci, a przydziału Ciotki Eli) udaliśmy się na długo oczekiwany posiłek. Po obiedzie gry i zabawy, a dla chętnych basen. Cisza nocna dość wcześnie bo rano trzeba w miarę wcześnie wstać by zjeść śniadanie i udać się na narty.
 
W niedzielę pogoda już nie była tak łaskawa. Zachmurzone niebo dopiero po południu pozwoliło wyjść słońcu i ostatnie szusy narciarskie w sezonie 2015/2016 dzieci wykonywały w słonecznej pogodzie. Warunki narciarskie podobne do sobotnich, a narciarzy podobna ilość.

 
Młodsze dzieci w tych dwóch dniach przejechały około 30km zjeżdżając wszystkimi dostępnymi trasami (FIS’em również). I miło było popatrzeć na tych narciarzy, którzy z nami w tym sezonie założyli pierwszy raz narty na nogi. Oczywiście wracając do Zabrza obowiązkowy postój w McDonald’s.
 
Nie pamiętamy by zima w poprzednich latach była kiedykolwiek tak kapryśna. W Beskidach tej zimy było tylko kilka dni w których padał śnieg, a spadło go wtedy między 10-20cm. Gdzie te zimy kiedy przez noc potrafiło spaść 40-50 cm śniegu. Tylko dzięki sztucznemu naśnieżaniu stoków my narciarze mogliśmy korzystać z uroków tej zimy. Te dwa dni narciarskie spędzone na Kotelnicy Białczańskiej były najlepsze z całego sezonu.
 
Przed wyjazdem w Alpy tym razem nie spojrzałem na prognozę pogody. Bo najczęściej się nie zgadzała (patrz zeszły rok). Niedziela przywitała nas pochmurna i jadąc w górę zastanawialiśmy się jak to będziemy jeździli. A tu nie było tak źle. Chmury były dość wysoko i nie wjeżdżając na szczytowe wyciągi można było dość wygodnie pojeździć. Pod nartami dobrze przygotowane trasy.
 
Gdy wstaliśmy rano w poniedziałek za oknami sypał na kwiatki i zielone listki gęsty śnieg. Na lodowcu spadło go ponad 40 cm. Jak wyjechaliśmy na górę przywitał nas błękit nieba i biały puch na trasach (takich opadów się przez jedną noc nie ubije). Była okazja by spróbować jak to jeździ się w puchu, gdy nie widać nart, a przed sobą toczy się bałwan śniegowy. Narciarze którzy to lubią byli zadowoleni.
 
Jak zwykle do południa jeździliśmy pod okiem instruktorów w grupach, które formowały się według umiejętności. Tym razem dzieci było niewiele, ale była dwójka sześciolatków. Postępy jakie oni poczynili przez te sześć dni na nartach była olbrzymia.
 
We wtorek trasy zostały już dość dobrze ubite, a w środę to była jazda w wyśmienitych warunkach narciarskich. Te dwa dni spędzaliśmy na lodowcu pod lazurowym niebem, przy lekkim mrozie i bez wiatru. Marzenie. W środę na trasie nr. 9 odbył się trening na krótkich tyczkach. Ale trasa nie była zbyt dobrze ubita i szybko porobiły się bandy.
 
W czwartek również pogoda wspaniała. To dzień zawodów, które odbyły się w miejscu gdzie jest elektroniczny pomiar czasu. Świetnie przygotowana trasa zmobilizowała prawie wszystkich uczestników wyjazdu do rywalizacji. Wieczorem rozdanie pucharów i medali w sztubie.
 
Zapowiedzi pogody na ostatni dzień narciarski nie były optymistyczne (po południu miało padać – a my pakować autobus). Ale na szczęście się nie sprawdziły i było znowu słonecznie (z chmurkami).
 
Kolejny wyjazd na lodowiec (szesnasty raz gościliśmy na Stubaiu) był w bardzo dobrych warunkach pogodowych i narciarskich. Tylko Austriacy się nie popisali. Budowa nowej kolejki na Eisgrat (od 1.IV stara została wyłączona) spowodowało to, że autokar stał dużo dalej niż zwykle od dolnej stacji kolejki, kolejka Schaufeljoch nieczynna (co uniemożliwiało wejście na platformę widokową) i grota lodowa zamknięta. A cena karnetów bez zmian (sic!).
 
I tak Szkółka zakończyła już 23 sezon narciarski. Ta zima była chyba najgorsza w całym okresie działalności Szkółki. Gdyby nie sztuczny śnieg to nie było by zjeżdżania. Ale wyjazd na lodowiec zrekompensował wszystko. Co będzie w następnym sezonie. Zobaczymy.