Wreszcie po kilku latach bezśnieżnych zim, ta była niezła. Tym razem odwołać musieliśmy tylko pierwszy wyjazd w grudniu. Potem jeszcze zmodyfikowaliśmy trochę harmonogram wyjazdów rezygnując ze styczniowego wyjazdu w sobotę, która jeszcze pokrywała się z feriami. Warunki narciarskie przez całą zimę dobre, a czasami bardzo dobre. To był udany sezon narciarski.
Tak jak w poprzednim sezonie trzon kadry oparty był na sprawdzonych wieloletnią pracą Instruktorach. Brakowało nam tylko Wojtka, który leczył jeszcze kontuzję. Bardzo zaangażowana była żona Maćka – Gosia. I tak jak w poprzednim sezonie była tylko jedna grupa tzw 'ścigaczy’. Szkółka się 'odmładza’ mamy coraz młodsze dzieci, które chcą się uczyć jazdy na nartach.
Ponieważ zima grudniowa była wspaniała kolejny wyjazd zaplanowaliśmy na Cieńków. Nie byliśmy tu już kilka lat. Warunki narciarskie bardzo dobre. Góra trasy (na stromym odcinku) twarda zmuszająca do jazdy na krawędziach. Potem już śnieg bardziej przyjazny. Pogoda wymarzona. Cały dzień słoneczny i bezwietrzny, ale jadąc krzesłami pod szczytem można było odczuć lekkie ruchy powietrza, które mogły dawać odczucie zimna. Rano temperatura lekko ujemna (-4 st.), a po południu w okolicach zera.
Ale zrobiła się zima!! Zimna zima, a w górach śnieżna. Tak już dawno nie było, by rano było poniżej -20oC,a jak przyjechaliśmy pod wyciąg (ponownie odwiedziliśmy Kiczery) -22oC. Brrr. Ale dobrze opatulani ruszyliśmy na wyciąg (tym razem kominiarki były nieodzowne). Wjechaliśmy do góry, rozgrzewka (niektóre grupy robiły ją na dole) i jazda. Ale ten pęd powietrza, lodowatego powietrza mocno dawał się we znaki. Jeszcze raz do góry i przerwa. Na szczęście na dole i na górze były ciepłe zamknięte pomieszczenia gdzie mogliśmy się ogrzać. Na trasie niewielu narciarzy bo wszyscy marzli i po kilku zjazdach szukali ciepłego, przytulnego pomieszczenia.
Po feriach, które minęły przy pięknej zimowej pogodzie wybraliśmy się ponownie na Cieńków. Zima znacznie zelżała i pojawiły się dodatnie temperatury, ale nie obawialiśmy się o warunki narciarskie gdyż na stokach leży znacznie ponad 0,5 m białego puchu. Dziś po raz pierwszy dwóch młodych narciarzy (Paweł i Jan) po raz pierwszy siedli na krzesła i trzykrotnie (różnymi trasami) zjechali z tej góry. Były to dla tych narciarzy duże emocje, ale zadanie jakie postawił przed nimi instruktor zdali na piątkę.
Kolejny wyjazd zaplanowaliśmy na stok w samym centrum Wisły – Skolnity. Ze szczytu rozpościera się piękny widok na Wisłę. A w dół zjeżdżamy dwiema trasami. Jedną czerwoną, drugą niebieską i na tej drugiej dziś panował dość duży ruch. Ale do krzesełek nie było za wiele narciarzy. Czas oczekiwania na wjazd to zaledwie 3-5 min. Warunki narciarskie były dobre. Ale dla dzieci dość trudne. Śnieg sypki bo w przewadze sztuczny (tzw. piasek), podłoże momentami dość wyślizgane na którym niektórym narciarzom trudno było utrzymać wyznaczony przez instruktora tor jazdy (kłania się serwis i ostrzenie krawędzi nart!!). Tu wielkie brawa dla narciarzy którzy w tym sezonie rozpoczęli jazdę na nartach. Po pierwszym zjeździe jak wsiedliśmy ponownie na krzesełka można było usłyszeć „nigdy nie jechałam tak wysoko, nigdy nie jechałam tak długimi trasami”. Te maluchy przejechały dziś ponad 10km. Dlatego też wielu z nich w ciepłym autobusie usnęło. Pogoda ładna. Czasami nawet pojawiało się słoneczko. Temperatura lekko poniżej zera. Bez wiatru.
Następna sobota to wyjazd na stok Siglany w Wiśle. Na tym stoku (Siglany) Szkółka była po raz pierwszy i tu rozstawiliśmy tyczki slalomowe by poćwiczyć wymuszone skręty przed czekającymi nas w niedzielę 26 lutego zawodami o Puchar Zabrza. Na stoku są dwa talerzyki (500m i 250m), każdy po przeciwnej stronie dość szerokiej polany, która u góry jest lekko stroma, by od połowy być dość łagodnym stokiem. Pogoda dziś nas nie rozpieszczała i prawie cały dzień szczyt polany był w chmurze tylko czasami odsłaniając widok na sąsiednie góry. Śnieg pod nartami dość ciężki (bo temperatura powietrza wahała się koło 0oC), ale dość łatwy do wykonywania wymuszonych skrętów. Tylko ta ilość narciarzy na stoku!! Trzeba było bardzo uważać by nie doszło do jakiegoś nieprzyjemnego zdarzenia.
Kolejny wyjazd narciarski to znowu Kiczery. Warunki rano (siedliśmy na kanapy tuż przed dziesiątą) były dobre. Śnieg twardy dobrze przygotowany przez ratraki. Każda z grup w zależności od swoich umiejętności pokonywała trasę (trasy) szybciej lub wolniej wybierając dwa warianty zjazdu. Narciarzy na stoku niewielu.
Niedziela to tradycyjnie Puchar Zabrza, który od kilku lat organizowany jest w Istebnej na stokach Złotego Gronia. Po rozdaniu karnetów i pobraniu numerów startowych wszystkie grupy udały się na start zawodów by zobaczyć jak ustawione są bramki slalomowe. W pozycji płużnej przejechaliśmy cały slalom by zobaczyć jak tu najszybciej i jak najlepiej dotrzeć do mety. Młodsze dzieci (kategoria 1 i 2) miały start obniżony z pierwszymi bramkami na dość stromym odcinku trasy. Warunki pogodowe dobre (lekkie zachmurzenie), a narciarskie lepsze niż w sobotę. Trasa była wyśmienicie przygotowana. Twarda do końca zawodów, a przejechało po niej ponad 220 zawodników. Brawo dla organizatora.
Pozostali zawodnicy startowali ze startu wyższego. Do pokonania mieli piętnaście bramek ustawionych w początkowej części trasy na lekkim spadzie potem był odcinek bardziej stromy gdzie bramki były bardziej podkręcone i wreszcie ostatni odcinek na wypłaszczeniu. Z tego startu odbyły się dwa przejazdy.
Na wyjazd dwudniowy wyjeżdżamy kolejny raz na Podhale. Śpimy w Stasindzie, a jeździmy na nartach w ośrodku narciarskim Kotelnica Białczańska. Jest tu kilkanaście wyciągów (w tym dziewięć kanap),a najnowocześniejsza to kanapa sześcio osobowa wywożąca na Wysoki Wierch (IX) gdzie na dolnym peronie, przy wsiadaniu automatycznie podnosi się lub obniża platforma na której stoją narciarze dostosowując się do najniższego z nich. Bomba, szczególnie dla maluchów. Na nocleg udaliśmy się do Stasindy, która zawsze mile nas przyjmuje. Po wspaniałej obiadokolacji prawie wszystkie dzieciaki (i nie tylko) wybrały się na basen. Zabawy i uciechy było co niemiara. Po tak wyczerpującym dniu już po 21 większość dzieci spała jak susły. Przed ostatni wyjazd narciarski w tym sezonie był w bardzo dobrych warunkach narciarskich (wiosennych) i ślicznej pogodzie. Męczyła nas tylko zbyt wysoka temperatura i wiosenny, kopny śnieg.
Na ostatni wyjazd w sezonie narciarskim 2016/2017 wybraliśmy się po raz drugi tej zimy do Istebnej na stok Złoty Groń. Już kilka minut po dziesiątej siadaliśmy na najwygodniejszą kanapę w Beskidzie Śląskim. Warunki narciarskie rano całkiem niezłe, bo po nocy gdzie temperatura w górach oscylowała wokół 0oC śnieg był lekko zmrożony. Oczywiście po południu były znacznie gorsze, ale nie tak trudne jak tydzień temu w Białce. Tu temperatura nie przekraczała 8oC. Na niebie wysoki pułap chmur przez które czasami chciało przebić się słońce. I dobrze że z marnym skutkiem bo dzięki temu nie było tak gorąco. Były skoki, jazda śmigiem, 'wycieczki’ poza trasowe (tu były już braki śniegu) i nauka jazdy tyłem.
Tym razem nasz wyjazd w Alpy był nie w kwietniu, a w połowie marca. To przecież jeszcze zima. I faktycznie oglądane prognozy pogody tydzień przed wyjazdem zapowiadały -10oC oraz opady śniegu. Pierwszy dzień rano z lekkim zachmurzeniem, ale chmury wysoko nie przeszkadzały w jeździe. Natomiast popołudniu zaczęło się przejaśniać. Śnieg marzenie. Pierwsze zjazdy i pod nartami wyraźnie czuć naturalny śnieg. Cieszymy się że u nas w kraju stoki są sztucznie naśnieżane (bo dzięki temu możemy jeździć na nartach), ale różnica w odczuciach jest znaczna na korzyść naturalnego śniegu.
Wszyscy ciekawi byliśmy jak wygląda nowa kolej linowa na Eisgrat, którą budowano w zeszłym roku. Trzeba przyznać, że jest imponująca, nowoczesna, szybka i ładna. Dla wygody narciarzy na perony górny i pośredni można wjechać schodami ruchomymi. Ale podróż już jest mniej wygodna – siedząc, narty trzymamy w ręce. W dzień zawodów (organizowanych od jakiegoś czasu co roku) było mroźnie i wietrznie więc postanowiliśmy je zrobić z przymrużeniem oka. Trasa zabawowa dla dzieci na stoku Murmele.