Na siódmy sezon działalności Szkółki zgłosiła się duża liczba dzieci i jak już nakazuje tradycja nie wszystkie dzieci dotrwały do końca sezonu lub nawet do początków zimy. W stosunku do zeszłego sezonu przybyło 18 dzieci, z najmłodszą uczestniczką Magdą Głowacką. Chłopców było 60%, a dziewcząt 40% – tym razem wzrost ilości chłopców. Czego nie można powiedzieć o proporcji wiekowej. W tej grupie znalazła się też młodzież licealna, która jeździła z nami na odrębnych zasadach.
W tym sezonie kadra powiększyła się o jednego Instruktora PZN – Łukasza Kristofa, naszego wychowanka. Dalej dojeżdżała Hanka z Warszawy, która pod koniec zimy przeniosła się do ukochanego Bielska. Mocno angażowała się młodzież z wielkim zapałem jeżdżąc z dzieciakami, które mówią do nich 'Ciociu, Wujku’. Na dobre zadomowili się Jasiu Wróblewski i Magda Blaszke (byli Szkółkowicze).
Wycieczka pierwsza ruszyła w okolicy miejscowości Goleszów i dalej poprzez Rezerwat Zadni Gaj i Rezerwat Tuł na Małą Czantorię i dalej w stronę Wielkiej Czantorii. Po dojściu do schroniska pod Tułem zrobiliśmy sobie tradycyjne pamiątkowe zdjęcie. Tu pogoda się zepsuła i cała wycieczka była w pelerynach przy mżawce lub niewielkim deszczu. Po wejściu na Wielką Czantorię dostaliśmy się w pierwszą w tym sezonie śnieżycę. Niestety pogoda unieruchomiła 'sanie’ i dzieci nie mogły skorzystać z niewątpliwej atrakcji.
Tym razem dojechaliśmy do Miedzybrodzia Bialskiego. Czyli początek Beskidu Małego. Prócz gromady piechurów byli z nami 4-rej rowerzyści – nasi instruktorzy, którzy chcieli wykorzystać ostatnie dni jesieni na jeszcze jedną wyprawę rowerową po górach. Trasa początkowo stroma, potem już łagodniejsza z pięknymi widokami na masyw Skrzycznego i Klimczoka. Pogoda cały dzień była śliczna i nawet wiejący wiatr na szczycie nie przeszkodził zaliczyć dnia do udanego i mile spędzonego w górach. Na Czuplu zadzwonili do nas kolarze (co znaczy łączność komórkowa) i jak dowiedzieli się że my jesteśmy jeszcze ok 1,5 godziny od autobusów postanowili wyjechać nam na przeciw (znów pod górę). Zejście stromym szlakiem nastręczało zmęczonym nogom dużo trudności i różnie rozłożone siły spowodowały straszne rozciągnięcie się grupy. Czasami czoło czekało ponad 5 minut na ogon, ale utrzymywana łączność radiowa czyniła zejście spokojnym.
W Ośrodku Narciarskim Pana Witolda Pruskiego są wyśmienite warunki zarówno dla małych jak i dużych, dla mniej jak i bardziej doświadczonych narciarzy. Tu też zatrzymują się na tydzień mali adepci narciarstwa ucząc się trudnej sztuki pokonywania stoków narciarskich i zachowania w grupie narciarzy. Warunki śniegowe całkiem, całkiem. Śnieg sztuczny zmieszany z naturalnym, trasy przygotowane lecz nie wszystkie kamienie zostały przykryte – co odczuły trochę narty. Wszystkie dzieci przez tydzień pobytu na Stożku nauczyły się jeździć na nartach w dół jak i w górę różnymi wyciągami. Najwięcej wysiłku (a i wylanych łez) musiały włożyć dzieci zerowe ponieważ, aby rozpocząć naukę wjazdu wyciągiem musiały posiąść podstawy jazdy na wprost, upadania i podnoszenia się oraz hamowania. I dopiero na drugi dzień 'wsiadły’ na talerzyk. Dużym zaskoczeniem dla nas, a szczególnie dla ojca była Magda która tym razem, gdy przypięto jej nartki nie powiedziała „nie, dziękuję” jak to miało miejsce w Habovce, ale ochoczo pobierała nauki. I w czwartek razem z innymi dziećmi, które na Stożku zapięły narty po raz pierwszy wjechała orczykiem na sam szczyt !! Zjazd dużymi zakosami do 'buli’, a potem nartostradą to dla niej (a i innych) 'pikuś’. Jak w sobotę przyjechała 'Szkółka’ to nie mogli wyjść z podziwu patrząc na maluszki.
Dwukrotnie, na początku nowego 2000 roku byliśmy na stoku narciarskim w Wiśle-Nowa Osada, świetnie przygotowanym od samej góry do samego dołu. Warunki narciarskie znakomite. Na polanie pod lasem chłopcy ustawili slalom, który za każdym razem przejeżdżały dzieci. Tyczki wkręcano wiertarkami elektrycznymi. Przestawianie slalomu trwało kilkanaście minut. Pogoda była wspaniała, lekki mrozik, bez wiatru, koło południa zaczęło wychodzić słonko. Super ! Niestety przy pierwszym pobycie gdy grupy zrobiły sobie przerwę na posiłek to zepsuł się wyciąg i już nie ruszył.
Na zimowisko kolejny raz wybraliśmy się do Habovki która przywitała nas dużą ilością sniegu. Takie ilości pamiętamy z pierwszego zimowiska organizowanego przez Giganta siedem lat temu w Wyżnej Boczy. Od poniedziałku rozpoczęła się mroźna (rano -18st. C) styczniowa tatrzańska zima, która „trzymała” przez kilka dni. Warunki narciarskie – Alpejskie. Śnieg wspaniały, świeży puch, wiele miejsc nie przejeźdżonych na których można było pojeździć w puchu. Ludzi nie wiele. Niestety w drugim tygodniu pogoda się zepsuła i nawet padał deszcz. Byliśmy raz z bardziej wprawnymi narciarzami w Spalonym Żlebie, aby tam szusować góra-dół, aż do utraty tchu. Tradycyjnie odbył się cykl zawodów o Puchar Zimowiska tym razem z kłopotami jeśli chodzi o pomiar czasu bo najpierw wysiadły 'oczy’, a w ostatnich zawodach krótkofalówki i startowano na rękę ze starterem ustawionym w środku trasy (tak by był widoczny na mecie i starcie) który dawał sygnały ręką „puszczając” zawodnika i „uruchamiając” stoper na mecie. Przez całe dwa tygodnie dzielnie spisywała się najmłodsza adeptka narciarstwa – Magda. Po codziennych wieczornych zebraniach na których Ciotka Ela omawiała miniony dzień, chwaląc lub ganiąc dzieci odbywały się występy dzieci przygotowane i wymyślone przez nich samych. Co jakiś czas odbywały się dyskoteki, raz dla młodszych a innym razem dla starszych. Były też seanse filmowe na wideo. Tak mijały dzień po dniu. Dzieci które były w dużej rozpiętości wiekowej (od 5 lat do 18) podnosiły swoje umiejętności narciarski i z dnia na dzień widać było postępy. Często ćwiczyliśmy jazdę na tyczkach.
Na koniec obozu, po ostatnim zebraniu odbyło się wręczenie pucharów i medali za zdobyte miejsca w Pucharze Zimowiska. W poszczególnych grupach miejsca zajęli.
| miejsce | Dziewczęta młodsze | Chłopcy młodsi | Dziewczęta starsze | Chłopcy starsi | Licealiści |
| 1 | Hanna Głowacka | Maciej Misiołek | Anna Marek | Maciej Głowacki | Piotr Bielecki |
| 2 | Bianka Szlachta | Jakub Kocierz | Marta Janicka | Grzegorz Klepaczka | Michał Michalec |
| 3 | Dominika Szlachta | Mateusz Matlengiewicz | Agata Puzio | Witold Danecki | Mateusz Kubik |
Nieubłaganie zbliżał się ostatni dzień pobytu na nartach. Na ostatni zjazd uformowaliśmy długi, prawie 60-cio osobowy wąż, który zjechał od samego szczytu aż po dolną stację wyciągu bez zatrzymania (I – grupa zrobiła to po raz pierwszy), a potem utworzono okrąg i meksykańską falą żegnaliśmy się z Habovką.
Po kilku telefonach do ośrodków narciarskich w Beskidach wyjechaliśmy na pierwszy po feriach wyjazd narciarski na Stożek gdzie przywitała nas piękna zima i wyśmienite warunki na trasach, ale było dość dużo narciarzy i oczekiwanie na wyjazd wyciągiem trwało ok. 10 minut. Niby nie wiele, ale pamiętamy nasz tygodniowy, grudniowy obóz gdzie włączano wyciąg gdy pod niego podjeżdżaliśmy. Mimo to najmłodsze grupy pokonały górę 8 razy. Wyjechaliśmy z 40 min. opóźnieniem, bo Szymon L. zapomniał wziąć z pod wyciągu plecak z butami zmiennymi i musiał po nie wracać.
Następny wyjazd odbył się do Szczyrku. Warunki narciarskie wyśmienite, rano prószył drobny śnieg. Pogoda niezła z temperaturą od 0 st. C na dole do ok -3 st. C na górze, gdzie było mgliście i lekko wiało. Wjeżdżaliśmy wszystkimi możliwymi wyciągami korzystając z różnych tras zjazdowych w zależności od umiejętności grupy. Trzeba przyznać, że te nawet najsłabsze grupy dawały sobie dobrze radę na trudniejszych trasach, ale widać było wyraźną różnicę w umiejętnościach dzieci które były w Habovce. Niestety frajdę ze zjazdów psuło dość długie oczekiwanie w kolejkach (czasami ponad 1/2 godz.) bo dobre warunki narciarskie spowodowały najazd narciarzy na Szczyrk.
Kolejny wyjazd zorganizowaliśmy na Stożek i nie żałowaliśmy. Nieźle przygotowane stoki, niezbyt dużo ludzi i pogoda zimowa (często prószył śnieg) pozwoliła miło spędzić dzień. Niewielka liczba dzieci umożliwiła stworzenie nielicznych grup, które wielokrotnie pomykały trzema trasami gdzie na jednej z nich chłopcy wkręcili tyczki i można było na nich ćwiczyć bo już niedługo Puchar Zabrza.
11 marca na Stożku odbył się Puchar Zabrza i jak zwykle starowaliśmy całą szkółką. Dojechaliśmy mocno spóźnieni raz – z winy przewoźnika, dwa – w związku z obfitymi opadami śniegu (śliskie drogi i korek w Wiśle). Wystartowała rekordowa liczba uczestników (177), prócz naszych dzieci i instruktorów były jeszcze dzieci ze Szkółki Slalom i ich opiekunowie, oraz wiele innych narciarzy. W tym roku górowały dzieci ze Slalomu, które zajmowały miejsca 1 lub 2. Ale najważniejsze miejsce -Puchar Zabrza zdobył nasz wychowanek, późniejszy uczestnik Szkółki Slalom, a obecnie Pomocnik Instruktora jeżdżący z nami – Jaś Wróblewski. GRATULACJE !!
Zdobywcy pierwszych trzech miejsc w klasyfikacji grupowej to:
(grupa do 9 lat) Kasia Jezierska – I miejsce, Bianka Swinder -II, Paulina Bugnno -III
(grupa chłopców do lat 9) Adam Broekere -I, Maciek Misiołek -II, Adam Kucharski -III
(od 10 do 15 lat) Maja Swinder -I, Małgosia Augustyniak -II, Ania Marek -III
(od 10 do 15 lat) Łukasz Rakszawski -I, Bartosz Gajewski -II, Witold Danecki -III
(grupa od 16 do 20) Magdalena Blaszke – I, Dorota Trząski – II Magda Chwalbińska – III
(od 16 do 20 lat) Jan Wróblewski – I, Michał Piaszczyński -II, Bartłomiej Tyrpa – III
(od 21 do 29 lat) Ania Klepacka – I, Hanna Peimel -II
(od 21 do 29 lat) Łukasz Pisiewicz -I, Łukasz Kristof-II, Wojciech Ziemian -III
(od 30 do 40 lat) Barbara Jezierska – I, Bożena Dyrda -II, Ewa Kumalska -III
(od 30 do 40 lat) Jacek Rakszawski -I, Tadeusz Raszka – II, Krzysztof Swinder -III
(od 41 do 50 lat) Aleksandra Swinder – I, Elżbieta Peimel -II, Elżbieta Świeczak -III
(powyżej 41 roku życia) Tomasz Pindycki – I, Bronisław Nowak- II, Lesław Blaszke -III .
Dziwi nas tylko połączenie grupy 'oldbojów’ natomiast grupa gdzie sklasyfikowano tylko dwie panie nie dostąpiła tego 'zaszczytu’. No cóż organizator ma swoje prawa, lecz niesmak pozostaje.
Ostatni wyjazd z dziećmi w sezonie 1999/2000 był do Szczyrku i w związku z zasypaniem tego narciarskiego miasta przez śnieg (dziwne, w zimie śnieg?) i całkowitym zaskoczeniem służb odśnieżania miasta (czytaj parkingów) wylądowaliśmy na Dużym Skrzycznem. Nie żałowaliśmy. Było wyśmienicie, niewiele ludzi, świetne warunki narciarskie (jazda w puchu) tylko bardzo przeszkadzał padający (czasami obficie) cały dzień śnieg.
Często tej zimy w ciągu tygodnia występowała na nizinach odwilż, komunikaty mówiły o wielkim ociepleniu, a tu ku miłemu zaskoczeniu w górach panowała świetna zima. Były nawałnice śniegowe z piorunami (dziwne to uczucie gdy jadąc wyciągiem widzi się błyskawicę i słyszy grzmot), oraz całkowicie zasypane parkingi po obfitych nocnych opadach śniegu. Zawsze mieliśmy dobre, a nawet znakomite warunki narciarskie tylko brakowało nam słońca. Prawie każdej soboty padał śnieg.
Mimo lawiny która tydzień przed planowanycm wyjazdem spadła na Kitzsteinhorn w Alpy wyjechała rekordowa liczba uczestników. Pogoda w tym roku nie była rewelacyjna, ale i tak były spalone twarze. Jednego dnia nie jeździły wyciągi na lodowcu i dzięki temu byliśmy na Schmittenhöhe, górującą nad Zell am See. Góra wspaniała z przepięknym widokiem na całe pasmo wysokich gór z 'naszym’ Kitzsteinhorn’em na czele. Trasy świetnie, szerokie i dobrze przygotowane z dwu metrową pokrywą śnieżną. Po kolacji rozgrywaliśmy mecze piłkarskie. Zwiedzaliśmy Kaprun i Zell am See, a wieczorami w piwniczce przy gitarze i przygotowanych śpiewnikach śpiewaliśmy i bawiliśmy się wyśmienicie. I tak Szkółka Narciarska GIGANT pomyślnie (bez większych urazów) zakończyła siódmy sezon narciarski. Sezon 1999/2000.
